września
24
2008
Forma opieki nad dziećmi jest zazwyczaj jednym z najistotniejszych tematów, których dotyczy mediacja i wiąże się z wielkim i emocjami. Trudno się temu dziwić - dzieci są namiastką rodziny, która właśnie się rozpada i walka o jak największy udział dzieci w oddzielnym życiu jest próbą zachowania maksymalnej części tego, co w rodzinie było najlepsze.
Oczywiście nie ma tu rozwiązań, które w pełni satysfakcjonowałby obie strony, ale dobry kompromis, to taki, w którym obie strony ustąpiły w sposób znaczący w istotnych dla siebie kwestiach.
Jest wiele form opieki nad dzieckiem, a rozciągają się one od odebrania jednemu z rodziców praw rodzicielskich aż po rozwiązanie kiedy dziecko mieszka w jednym miejscu, a rodzice mieszkają z nim na zmianę.
Nie ma jednak jednej formy opieki nad dzieckiem, która byłaby idealna i optymalna dla wszystkich i w każdej sytuacji.
Najlepsza z możliwych opcji to taka, jaka zostanie wypracowana i zaakceptowana przez obie strony.
Dzieci przyjmą każde rozwiązanie, które będzie solidarnie realizowane przez oboje rodziców. Wypowiadanie się przez nich jednym głosem w najważniejszych kwestiach daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Mogą one wtedy pozostać w kręgu dziecięcych problemów emocjonalnych bez konieczności stawiania czoła problemom dorosłych, aby pogodzić rodziców, którzy sami nie są w stanie się dogadać.
W ferworze emocjonalnych starć łatwo jest zapomnieć, że nadrzędnym celem mediacji jest zapewnienie dzieciom jak najlepszego przejścia przez traumę rozwodu, a nie zrealizowanie swoich przekonań i ambicji.
Walka o dzieci może mieć także charakter uzyskania wpływu na ich psychikę. Niektórzy rodzice próbują nastawić dzieci przeciw współmałżonkowi pragnąc uzyskać ich wsparcie i akceptację dla swoich działań. Taka strategia w dłuższej perspektywie działa zawsze przeciw dobru dziecka.
Nie ma dla dziecka nic gorszego, jak rodzice walczący przeciw sobie i wciągający w to dziecko. Ustalanie formy opieki nad dzieckiem jest ważnym sprawdzianem miłości rodzicielskiej. Niestety walka o jedyną słuszną wersję (w tym wypadku własną) i odmowa w tej kwestii jakichkolwiek ustępstw pokazuje, że w tej kwestii najważniejsze jest nie dziecko, a zwykła ambicja, która z miłością do dziecka nie ma nic wspólnego.
września
22
2008
Częstą reakcją na rozpad związku jest poczucie klęski, złość na współmałżonka i utożsamienie z nim wszelkich niepowodzeń. Zazwyczaj odpowiedzialnością za to niepowodzenie obarcza się partnera, nawet jeśli samemu inicjuje się rozstanie. To poczucie może owocować próbą ograniczenia kontaktów z dziećmi byłemu partnerowi. Wynika to z przekonania, że jeśli przyczynił się on do rozpadu małżeństwa, to niewiele dobrego może dać dzieciom.
Gdy w grę wchodzi nowy związek, ta tendencja może nasilać się jeszcze bardziej. To duża pokusa, by zostawić stary związek, spuścić nań zasłonę, a w nowym budować to, co nie wyszło w starym, tylko z inną osobą. Naturalne jest, że wchodząc w nowy związek jesteśmy pełni nadziei i wiary w to, że uda się uniknąć porażek, i że “wszystko będzie dobrze”. Chcielibyśmy, żeby były partner zniknął z naszego życia i już więcej się nie pojawił.
Niestety nie można zapominać o tym, że dziecko ma dwoje rodziców nawet wtedy, gdy nie są oni małżeństwem i nie mieszkają razem. Ograniczanie kontaktów drugiemu rodzicowi (zazwyczaj nie mieszkającego razem z dzieckiem) nie prowadzi na dłuższą metę do niczego dobrego. Owszem, możliwe że na początku dziecko da się nam przekonać, że jego drugi rodzic jest zły, głupi i ma same wady, jednak przychodzi moment, w którym młody człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie dla czego został zostawiony przez jednego z rodziców. Jeśli okaże się wtedy, że było to spowodowane działaniami rodzica, z którym mieszkał - traci do niego zaufanie , a taki kryzys nawet w wieku dorosłym jest zły dla wzajemnych kontaktów. Dziecko (nawet jeśli jest już dorosłe) czuje wtedy, że było traktowane instrumentalnie, ktoś za niego zdecydował o nieobecności w jego życiu drugiego rodzica.
Zdarza się też nierzadko, że nieobecny rodzic jest gloryfikowany i spotkanie z nim oraz szczera rozmowa po latach jest dla dziecka w dwójnasób trudne, gdy orientuje się, że realny człowiek odbiega od wyobrażeń, które miał na jego temat.
Nieraz potrzeba wielu lat, by się z tym pogodzić.
Umożliwianie, a nawet wspieranie kontaktu z drugim rodzicem może wymagać niełatwego wzniesienia się ponad swoje emocje, ale pozwala naszemu dziecku mieć drugiego rodzica, choćby i w niepełnym wymiarze oraz daje mu możliwość, by poznał go wraz z jego wszystkimi wadami i zaletami.
Oprócz łatwiejszych relacji, może to także w dorosłości uchronić dorosłe dziecko od wybierania partnerów życiowych mających zastąpić mu brakującego rodzica.
września
18
2008
Mediatorem w naszym konflikcie może być znajomy lub ktoś z rodziny, choć pomysł, by to nasze dzieci były mediatorami należy bezwzględnie porzucić. Mediacje spontaniczne, nieformalne zdarzają się i często przynoszą tymczasową poprawę sytuacji, jednak na pewnym etapie konfliktu stają się niewystarczające. Dzieje się to wtedy, gdy emocje sięgają zenitu, zaś nieformalny mediator będąc w relacjach z obiema osobami, wspierając jedną ze nich naraża się na oskarżenia stronniczości. Mało kto także jest na tyle świadomy specyfiki interwencji mediacyjnej, by powstrzymać się od proponowania wymyślonych przez siebie rozwiązań. Nawet, jeśli wydają się one sensowne, jest mała szansa, że się utrzymają, jeśli obie strony nie będą czuły, że same je wypracowały.
Mediator zewnętrzny, nie znajdujący się w relacji, posiadający wiedzę i umiejętności dotyczące interwencji i dynamiki konfliktu jest w stanie dopomóc w osiągnięciu trwałego porozumienia nawet w trudnym i zaognionym konflikcie.
Umawiając się na mediacje nie oddajemy swojego konfliktu do firmy mediacyjnej, tak jak oddaje się ubranie do prania. Nasz konflikt dajemy pod opiekę mediatora, który jest konkretną osobą. Poczucie zaufania, zrozumienia jest ważne do tego stopnia, że jeśli czujemy, że mediator nas nie rozumie, lepiej byśmy umówili się z innym.
Oczywiście mediator może działać na własny rachunek, bądź współpracować z instytucją która zapewnia wsparcie jak choćby lokal na sesje mediacyjne, czy szkolenia. Wśród takich instytucji są oczywiście firmy prywatne, ale także stowarzyszenia i fundacje. Jednak kontaktując się w sprawie mediacji spotykamy się z osobą, a nie firmą mediacyjną.
września
15
2008
“Nie zamierzam uczestniczyć w mediacji, bo wynajęła panią moja była żona…”
Takie stwierdzenie świadczy o tym, że osoba je wypowiadająca nie wie jeszcze, że główna zasadą pracy mediatora jest bezstronność. Mediatora nie można w żaden sposób wynająć, gdyż nie jest on umocowany przy żadnej ze stron jak adwokat, czy negocjator. Dlatego też zazwyczaj obie strony konfliktu wnoszą solidarnie opłatę za sesję mediacyjną.
Opłacanie mediacji za plecami drugiej osoby, aby utrzymać ją w przekonaniu, że jest darmowa (byle tylko przyszła na sesję) nie jest dobrym rozwiązaniem. Poniesiony wkład finansowy jest oznaką realnej gotowości do poszukiwania rozwiązań i inwestycją w porozumienie.
Istotne jest także, że w sprawach związanych z rozwodem bądź rozstaniem mediuje dwoje mediatorów, aby obie płcie z ich specyfiką były odpowiednio reprezentowane.
Nie zdarza się, by w sprawie mediacji dzwoniły dwie osoby naraz. Najpierw następuje kontakt z jedną, a potem z drugą osobą, a dla procesu mediacji nie ma to żadnego znaczenia. Mediator nie umawia się na sesję bez konsultacji z drugą stroną. Informacja, czy ona także jest gotowa na spotkanie, a nie zmuszona doń szantażem, jest kluczowa. Osoba przymuszona do sesji mediacyjnej nie będzie skłonna do uzyskania porozumienia wietrząc w tym podstęp i próbę wpływu.
Rola mediatora określana jest jako “opiekun konfliktu” co oznacza, że jego zadaniem jest wspieranie procesu porozumienia budowanego przez obie strony będące w konflikcie, na płaszczyźnie równowagi. Umiejętność zachowania bezstronności jest podstawową powinnością mediatora.