Mam prośbę o radę

Bywa, że ktoś dzwoni nie po to, by umówić się na mediację, lecz by dostać fachową poradę, jak poprowadzić mediację  bliskich osób, np.:

„Bratowa nie chce już być z bratem, on nie chce słyszeć o rozwodzie, poprosili mnie, żebym był podczas ich rozmowy, ma być też jej ojciec, …” i tu pada lista osób z obu stron, które mają zapewnić dyskusji dwojga ludzi warunki do uzyskania porozumienia.

Niestety, im więcej osób pozostających w osobistych relacjach bierze  udział w spotkaniu, tym trudniej będzie dwojgu ludziom znaleźć własne porozumienie. Można oczekiwać wielu mądrych rad, gotowych rozwiązań i odwołań do wartości, które trzeba realizować w życiu. Nawet jedna osoba poproszona o obecność podczas takiej rozmowy  często nie jest w stanie powstrzymać się od proponowania własnej wersji rozwiązania.

Co zatem można doradzić osobie, pełniącej rolę rolę mediatora wobec swoich bliskich ?

Przede wszystkim należy skłonić obie strony, by powiedziały na głos i wprost, co jest dla nich ważne, czego nie mogą i nie chcą dłużej znosić, oraz jakie mają oczekiwania względem rozwoju sytuacji. Nie należy bać się długiego milczenia,  podpowiadać i żądać prawdy, nawet, a szczególnie wtedy gdy jest trudna i bolesna.  Wszelkie oskarżenia, jako niekonstruktywne, wygaszajmy. Oczekujmy konkretów.

Gdy konflikt jest bardzo zaogniony, osoba spokrewniona ma małe szanse na doprowadzenie do porozumienia, chyba że jest profesjonalistą w komunikacji międzyludzkiej. Jednak jako krewny jednej ze stron zawsze może narazić się na zarzut stronniczości. W takiej sytuacji najrozsądniej jest uzyskać dwie zgody na wzięcie udziału w sesji mediacyjnej z zawodowym mediatorem. Bez względu na to, co się dalej stanie można wtedy zachować dobre stosunki z obojgiem bliskich osób.

Share Your Thoughts