Dlaczego działając w dobrej wierze wciąż odnoszę porażki?

Poczucie własnej wartości jest dla każdego bardzo ważne. To, że  coś nam się nie udało, oznacza jednak, że nie jesteśmy tacy świetni, jak chcielibyśmy o sobie myśleć.   Dlatego porażka jest taka trudna do zaakceptowania: musimy jakoś pogodzić się nie tylko z tym, że nie osiągnęliśmy zamierzonego celu, ale co gorsza, jesteśmy nieefektywni, za mało przewidujący i w ogóle gorsi, niż byśmy chcieli. Dyskomfort związany z tym ostatnim bywa tak dotkliwy, że często stosujemy rożne wybiegi, żeby jakoś go uniknąć.

Jednym z nich jest uzasadnianie niepowodzenia czynnikami zewnętrznymi lub zwalanie na innych:

  • nie zdążyłem, bo były korki
  • to przez nią wylałam  herbatę
  • nie nauczyłam się, bo sąsiedzi hałasowali całą noc

Wtedy jesteśmy „kryci”, mamy wytłumaczenie naszych niepowodzeń.

Kiedy przed nami staje perspektywa ważnego  zadania, gdzie w razie porażki nie zadziała prosta „spychologia”, może dojść do samoutrudniania.

Objawy, po których można stwierdzić samoutrudnianie to:

  • odkładanie spraw na później
  • częste  zwlekanie
  • zwalnianie tempa pracy
  • nieuzasadnione opory przed podejmowaniem działania
  • unikanie decyzji dotyczącej rozwiązania problemu, mimo, że pozwoliłoby to na znalezienie się w korzystniejszej sytuacji

Samoutrudniając wybieramy  zaniechanie z obawy przed porażką. Jednak w ten sposób uniemożliwiamy sobie  nie tylko  odniesienie sukcesu. Także zamykamy drogę do uczenia się, bo rozwój polega nie tylko na wzlotach, ale i na upadkach.

Zmiana tych destrukcyjnych nawyków na konstruktywne powinna polegać na budowaniu realnego poczucia własnej wartości opartego o satysfakcję z osiąganych celów. Najpoważniejszym przeciwnikiem w tej walce jest lęk.

Share Your Thoughts