Artykuły

Hodowla narcyza czyli toksyczne ogrodnictwo

Psychologowie alarmują: dramatycznie rośnie  poziom cech narcystycznych w społeczeństwie. Wzrasta też odsetek osób z narcystycznym zaburzeniem osobowości (NPD- Narcissistic Personality Dissorder). Wychowujemy kolejne „kwiatki” mające trudności w życiu społecznym i relacjach.

narcyzKim jest narcyz? To osoba mająca wygórowane mniemanie o sobie, pewna swojej wyjątkowości i odrębności i na tej podstawie oczekująca od innych specjalnego traktowania. Narcyz jest próżny, roszczeniowy i nierzadko powierzchowny w relacjach. Koncentruje się na swoich sprawach, nie zwracając uwagi na potrzeby nawet najbliższego otoczenia.

Cechy narcystyczne są typowe dla wieku dziecięcego. To najmłodsi mają trudność w odmawianiu sobie przyjemności, złości ich przegrana i uważają się za pępek świata. Ale choć trzylatki są rzeczywiście centrum życia rodziny, z czasem młody człowiek powinien nauczyć się innych wzorców zachowań. W przeciwnym razie w dorosłym życiu będzie mu bardzo ciężko, a co gorsza, bardzo ciężko będzie z nim innym osobom.

Czego warto unikać, żeby nasze dziecko nie wyrosło na toksycznego narcyza.

Dlaczego rodzice i ich dorosłe dzieci decydują się na mediacje?

Mediacje rodzinne nie muszą być zarezerwowane dla osób w konflikcie okołorozwodowym. Wśród naszych Klientów znaczną grupę stanowią rodzice i dorosłe dzieci.

Relacje pomiędzy dwoma pokoleniami bywają tak pełne napięcia, że każde spotkanie grozi wybuchem. Ujścia domagają się zadawnione urazy, trudne wspomnienia i emocje, które, choć dotyczą dawnych spraw, nadal pozostają żywe.

Rodzice, którzy  bardzo się starali i w swoim pojęciu chcą i chcieli jak najlepiej dla swojego dziecka, nie radzą sobie z taką sytuacją. Próba załatwienia najprostszej sprawy otwiera tamę żali i wyrzutów związanych z wydarzeniami sprzed wielu lat.

W takich wypadkach mediacje rodzinne są bardzo użyteczne. Pozwalają oddzielić kwestie emocjonalne, nadające się raczej do terapii rodzinnej, od spraw bieżących, wymagających uporządkowania.

DSCN1718

Mediatorzy pomagają utrzymać rozmowę w nurcie konkretnego problemu, który należy rozwiązać, zaś emocje związane z trudną wspólną przeszłością na razie zaparkują na bocznym torze.

Nierzadko okazuje się, że załatwienie jednej sprawy otwiera drzwi nowemu podejściu. Lepszemu zrozumieniu, że rozbieżne postrzeganie tej samej kwestii czy też inne odczucia w tych samych momentach, to zwykła rzecz. Że różnice utrudniają, ale nie uniemożliwiają szacunku i życzliwości, nawet jeśli we wspólnej historii jest wiele  bolesnych momentów.

Czy mediator ma rozumieć klienta?

Podczas sesji mediacyjnej zdarza mi się usłyszeć zarzut: ” Pani mnie nie rozumie”. Przy bliższym zbadaniu okazuje się najczęściej, że pod „zrozumieniem”  kryje się oczekiwanie Klienta, że mediator będzie reprezentował jego interesy. Tymczasem zrozumienie nie musi wcale oznaczać przyznania komuś racji, a tym bardziej podzielania stanowiska danej osoby.

Mechanizm „jak mnie zrozumiesz, to się ze mną zgodzisz” jest dosyć częstym zjawiskiem w relacjach międzyludzkich. Niestety, to, że ktoś rozumie potrzeby partnera nie znaczy, że jego własne potrzeby znikają ani nie stają się przez to mniej ważne.

uscisk-dloni

Dobre porozumienie polega na tym, że potrzeby wszystkich są  realizowane w sposób akceptowalny dla każdej ze stron.

Profilaktyka kryzysowa w związku

Osoby unikające konfrontacji w drobnych sprawach w związku mogą doczekać kumulacji frustracji. Wtedy następuje wybuch i kryzys. Związek się wypala, bo jednej ze stron wszystko pasuje, zaś druga „dla świętego spokoju”, „dla dobra dzieci” wytrzymywała kolejne trudności, aż miarka się przebrała.

Działania prewencyjne polegają na konsekwentnym stawianiu granic. Jest to szczególnie istotne na początkowym etapie związku, kiedy każdy stara się bardziej. Jeżeli wtedy każde z partnerów będzie wyraźnie mówiło o tym, co jest dla nich trudne we wspólnym funkcjonowaniu, będzie można to zmienić.

Z dwóch różnych sposobów funkcjonowania, para ma szansę zbudować jeden, wspólny i satysfakcjonujący dla obojga.

drzewo

 

 

Kiedy związku nie da się uratować?

Jedną z częstszych przyczyn poważnych kryzysów w związkach bywa pozornie pozytywna cecha jednego z partnerów, mianowicie łagodność. Pod określeniem „osoby łagodnej” rozumiem kogoś, kto dla dobra relacji nie decyduje się na  wyraźne postawienie granic, odpuszcza wiele, godzi się na niedogodności płynące z zachowań bliskiej osoby. Wybaczanie drobiazgów („bo to drobiazgi i nie warto o nie wojować”) i pozostawianie  sytuacji bez zmian, kojarzy mi się z wielką ciężarówką, która z łatwością pomieści ten drobny kamyczek, jakim jest np. rozrzucanie ubrań w nieładzie. „Łagodnym” szkoda również psuć nastroju kiedy partner w towarzystwie zwraca się o nich z lekceważeniem („to nic takiego, przecież w domu powiedział, że mnie kocha.”), ani wytaczać dział w sprawie informowania o planowanym spóźnieniu. Wielka ciężarówka pomieści wszystko. Czy aby na pewno?

Wieloletnie doświadczenie w pracy z parami pokazuje, że nawet najbardziej wytrzymała osoba ma jednak granice znoszenia tych, pozornie drobnych, nieprzyjemności. Nasze życie składa się z drobiazgów i kiedy uciążliwości jest zbyt wiele, poziom frustracji  grozi wybuchem. Ciężarówka się opróżnia.

volvo

Lawina pretensji o, drobne w końcu, sprawy zasypuje sprawcę  długoletniego nieraz, skrywanego niezadowolenia. Spod takiej góry bardzo trudno się wygrzebać. Nierzadko jest to niemożliwe, zwłaszcza, że kwestie często dotyczą wieloletnich zaszłości. W takim momencie jest już za późno na ratunkową terapię par.

Jak się przed tym bronić? Potrzebne są działania profilaktyczne.

 

 

 

 

 

 

Co wspiera proces mediacji?

Proces mediacji rządzi się swoimi własnymi prawami. Ich świadomość i akceptacja może przyspieszyć dochodzenie do porozumienia oraz sprawić, że będzie stabilne.

Co trzeba wiedzieć, by mediacje nie były stratą czasu i pieniędzy.

  • musisz wiedzieć czego chcesz, a czego nie – jeśli nie wiesz co chcesz osiągnąć , trzeba będzie poszukiwać tego podczas sesji mediacyjnej
  • co jest dla ciebie najważniejsze, a z czego możesz zrezygnować, żeby uzyskać to na czym ci najbardziej zależy – jeśli wszystkie cele wydają sie tak samo ważne, jest mała szansa, by osiągnąć którykolwiek
  • czy masz gotowość negocjacji co do formy, jaką mogłyby przyjąć sprawy w których jesteś gotowy/a na pewne ustępstwa
  • emocje nie podlegają negocjacji – nie możesz uzyskać zmiany emocji drugiej osoby przez racjonalne argumentowanie
  • dążenie do urealnienia sytuacji – czy nasze oczekiwanie względem rozwoju sytuacji jest choćby częściowo zbieżne z podejściem drugiej osoby ?
  • czy jestem psychicznie przygotowany/a do trudnego spotkania – czy mam wsparcie , czy mam gotowość do rozpoczęcia transformacji sytuacji, związku, relacji; czy mam gotowość na przyjęcie informacji na mój temat lub tego co sądzę i robię, jeśli różnią się od tego, co ja sądzę na ten temat?

Czy rozwój duchowy może pomóc w mediacjach?

Rozwój duchowy, o ile łączy się z pokorą (przyjmowaniem uwag, wątpliwości, zastrzeżeń) może wspierać proces mediacji. Przyzwolenie sobie i partnerowi na popełnianie błędów i gotowość wybaczenia są podstawą trwałego porozumienia.

Każdy z nas posiada ukryte przekonania, które wpływają na postrzeganie świata. Niestety, nie  wszystkie są konstruktywne. Wiele z nich to głęboko wdrukowane stereotypy o charakterze ogólnym oraz przekonania o swojej wiedzy na temat partnera, jego motywacji, intencjach i sposobie reagowania. To, co w procesie mediacji jest o tyleż cenne, co najtrudniejsze, to gotowość przyznania racji, gdy zarzuty wobec nas okazują się słuszne oraz zdolność do szczerych przeprosin za raniące słowa i czyny.

Zazwyczaj przeszkodą w uzyskaniu satysfakcjonującego porozumienia w mediacji jest koncentracja na własnych celach i nastawienie wygrana-przegrana. Patrzenie ponad własnymi zranieniami, potrzebami i wartościami jest tym owocem rozwoju duchowego, który sprzyja trwałemu porozumieniu. Niestety, nawet jeśli jeden z partnerów reprezentuje empatyczne podejście szanujące odmienność, do trwałego, satysfakcjonującego porozumienia potrzeba takiego nastawienia u obu stron.

 

Rodzice dorosłych dzieci

Konflikty pomiędzy rodzicami a dorastającymi dziećmi to standard w niemal każdej rodzinie. Budowanie autonomii przez młodego człowieka wiąże się z kontestowaniem prawd i zasad głoszonych przez starsze pokolenie. Z czasem emocje opadają, a sytuacja wraca do normy czyli relacje się porządkują. Niestety, nie jest to norma: wcale nierzadko dorosłe dzieci i starzejący się rodzice nie umieją dojść do porozumienia w ważnych sprawach: stylu życia czy wychowania wnuków. Wszyscy są już dorośli i równie zacięcie bronią swoich poglądów, co uniemożliwia przyjazne kontakty. Wtedy w świadomości rodziców mogą pojawić nie następujące myśli:

  • W wychowaniu popełniłam błędy.
  • Teraz wiele rzeczy zrobiłbym inaczej, ale tego, co jest teraz nie potrafię zmienić.
  • Chciałam dobrze, wszystko robiłam dla syna a on teraz nie chce ze mną się kontaktować.
  • Nie widzę wyjścia z tej sytuacji i to mnie zjada.

Poczucie bezsilności jest objawem, że relacja zabrnęła w ślepy zaułek.

Każda relacja jest inna, lecz jeśli pada stwierdzenie : „Wszystko robiłam dla syna, a teraz on wojuje z nami i nic do niego nie dociera”, można sądzić, że rodzic, wprawdzie działał w dobrej wierze, ale dbał o sfery, które z punktu widzenia dziecka nie były wcale najważniejsze. Najczęściej rodzice zajmują się zabezpieczeniem materialnym kosztem uczuć, obecności, wsparcia emocjonalnego. Wtedy dziecko stając się dorosłym człowiekiem pozostaje z przyzwyczajeniem, że rodzice zabezpieczają jego potrzeby materialne, a emocjonalna bliskość i partnerskie relacje między nimi nie istnieją. Aby osiągnąć cel, czyli wsparcie finansowe, chwyta się różnych sposobów. Najczęstsze są wymuszenia i szantaże grożące rodzicom zerwaniem kontaktu z nową rodziną córki lub syna, a co najdotkliwsze, z wnukami.

Nie sposób w jednej chwili zmienić sposobów funkcjonowania rodziny, które powstawały całe lata. Jako rodzice nie możemy także oczekiwać, że nasze dzieci zaczną nas inaczej traktować, jeśli my pozostaniemy w dotychczasowym schemacie postępowania.

  • Chcę, żeby nie robił głupot, nie pogrążał się w bagnie.
  • Mówiłam mu, tłumaczyłam – on się wciąż przeciwstawia i broni.
  • Mówię: nie wojuj z nami, to nas doprowadzi do zagłady, ale nic do niej nie dociera.

Takie stwierdzenia świadczą, że stare podejście, które doprowadziło do problemów, choć w zmodyfikowanej formie, wciąż jest aktywne. Dziecko jest już przecież dorosłym człowiekiem, nie można więc postawić go do kąta, czy zmusić klapsem do pożądanych zachowań.

Co zatem można zrobić? W jaki sposób uzdrowić relacje z dorosłym dzieckiem?

Łatwo oczekiwać, że syn, lub córka zrozumie swoje błędy i poprosi o wybaczenie, ale taka sytuacja może nie nastąpić. Jeśli chcemy osiągnąć trwałą zmianę w relacji, musimy zacząć od siebie.  Jest to szczególnie trudne, gdy nasze cele umieszczone były na zewnątrz nas. Takim zewnętrznym celem jest robienie wszystkiego dla dzieci. Tymczasem nasze dziecko jest już dorosłe, nie musimy, a nawet nie powinniśmy wyręczać go w życiowych zadaniach. Nauczyliśmy go tyle, ile daliśmy radę, dalej powinno radzić sobie samo, niczym ptak, który wyfrunął z gniazda.

Rodzice dorosłych dzieci mają przed sobą całkiem nowe wyzwanie. Najwyższy czas na znalezienie swojego własnego sensu, własnego celu w życiu. W ten sposób możemy osiągnąć pewien dystans do oczekiwań dorosłych dzieci, jeśli staną sprzeczności z naszymi osobistymi celami.

Czy na mediacje może być za wcześnie?

Niektóre pary rozstają się za obopólną zgodą. Dzieje się tak zazwyczaj w związkach, w których poziom emocji jest niski lub proces odchodzenia od siebie zaszedł już daleko i decyzja rozstania jedynie porządkuje to, co i tak ma miejsce.

Takie pary dość łatwo się dogadują i nawet jeśli potrzebują mediacji, to potrafią wszystkie ważne kwestie omówić podczas jednej sesji.

Inaczej wygląda to w przypadku, gdy decyzję o odejściu podejmuje jedno z partnerów. Wtedy pojawiają się silne emocje, poczucie zranienia, niesprawiedliwości, a także, co zupełnie zrozumiałe, opór i chęć odwetu. Partner postawiony w sytuacji, w której nic już nie może zrobić, czuje złość i frustrację. Bardzo często w takim momencie strona zostawiana najbardziej chciałaby, by partner także poczuł się źle. Niestety, wtedy mediacja nie może pomóc.

Wszelkie ustalenia organizacyjne wymagają zgody i respektowania wspólnych ustaleń.  Tymczasem zaraz po rozstaniu partner zostawiony często nie przyjmuje do wiadomości faktu, że związek się skończył. Proces uświadamiania i akceptacji trwa i nie można go przyspieszyć. Bywa, że osoby w takim stanie pragną jak najszybciej uporządkować wspólne sprawy i podejmują szybkie decyzje, które po ochłonięciu okazują się być nie do zaakceptowania. Porozumienie mediacyjne powinno być trwałe. Dlatego czasem lepiej jest korzystać z pomocy mediatorów gdy pierwszy szok minie, a wszystkie konsekwencje nowej sytuacji są bardziej uświadomione.

Jak świadomie rozwiązywać problemy w związku

W swoim odczuciu zazwyczaj działamy świadomie, jednak wyniki badań pokazują, że większością naszych działań i decyzji kieruje podświadomość. Wszystkie działania, które ze względów bezpieczeństwa wymagają natychmiastowej reakcji, są sterowane przez starsze ewolucyjnie części mózgu.

Choć świat stał się bezpieczniejszy i mniej jest sytuacji zagrażających naszemu życiu, wciąż  jest wiele zdarzeń, które wywołują w nas podobne w sile i intensywności reakcje.

Bywa tak np. w bliskich relacjach, gdzie działania innych odczytujemy często jako atak, chęć zdominowania naszej osobowości, bądź zawładnięcia naszą wolą. Wtedy do akcji rusza podświadomość: automatycznie wybieramy jedną z  dwóch strategii: walcz lub uciekaj. To z kolei uruchamia reakcje partnera i tak, nie wiadomo kiedy, wciąga nas emocjonalna szamotanina.

Dopiero kiedy emocje opadną, przychodzi czas na refleksję nad tym, co się wydarzyło. Niejednokrotnie na spokojnie rozważając całą sytuację dochodzimy do wniosku, że podświadome zachowanie wcale nie przysłużyło się nam najlepiej. Niestety, przy reakcjach automatycznych nie ma czasu na spokojne planowanie strategii. Dlaczego w silnych emocjach tracimy zdolności logicznego myślenia?

Odpowiedź tkwi w fizjologii. Mózg reaguje na impulsy biochemiczne. Ich siła i intensywność są podstawą wyboru działania.  Ocena sytuacji jest interpretacją sygnałów związanych z emocjonalnym odbiorem wydarzenia. Wynika z tego jasno, że burzliwe reakcje są odzwierciedleniem stanu naszych emocji, nie zaś naszym świadomym wyborem. Aby zmienić schemat reagowania, musimy świadomie się  przeprogramować zanim jeszcze wpadniemy w wir emocjonalny.

Weryfikacja przydatności rożnych reakcji dla długoterminowych korzyści osobistych i dla związku to jedno z podstawowych narzędzi świadomej zmiany siebie oraz relacji, w których żyjemy.