Co wspiera proces mediacji?

Proces mediacji rządzi się swoimi własnymi prawami. Ich świadomość i akceptacja może przyspieszyć dochodzenie do porozumienia oraz sprawić, że będzie stabilne.

Co trzeba wiedzieć, by mediacje nie były stratą czasu i pieniędzy.

  • musisz wiedzieć czego chcesz, a czego nie – jeśli nie wiesz co chcesz osiągnąć , trzeba będzie poszukiwać tego podczas sesji mediacyjnej
  • co jest dla ciebie najważniejsze, a z czego możesz zrezygnować, żeby uzyskać to na czym ci najbardziej zależy – jeśli wszystkie cele wydają sie tak samo ważne, jest mała szansa, by osiągnąć którykolwiek
  • czy masz gotowość negocjacji co do formy, jaką mogłyby przyjąć sprawy w których jesteś gotowy/a na pewne ustępstwa
  • emocje nie podlegają negocjacji – nie możesz uzyskać zmiany emocji drugiej osoby przez racjonalne argumentowanie
  • dążenie do urealnienia sytuacji – czy nasze oczekiwanie względem rozwoju sytuacji jest choćby częściowo zbieżne z podejściem drugiej osoby ?
  • czy jestem psychicznie przygotowany/a do trudnego spotkania – czy mam wsparcie , czy mam gotowość do rozpoczęcia transformacji sytuacji, związku, relacji; czy mam gotowość na przyjęcie informacji na mój temat lub tego co sądzę i robię, jeśli różnią się od tego, co ja sądzę na ten temat?

Czy rozwój duchowy może pomóc w mediacjach?

Rozwój duchowy, o ile łączy się z pokorą (przyjmowaniem uwag, wątpliwości, zastrzeżeń) może wspierać proces mediacji. Przyzwolenie sobie i partnerowi na popełnianie błędów i gotowość wybaczenia są podstawą trwałego porozumienia.

Każdy z nas posiada ukryte przekonania, które wpływają na postrzeganie świata. Niestety, nie  wszystkie są konstruktywne. Wiele z nich to głęboko wdrukowane stereotypy o charakterze ogólnym oraz przekonania o swojej wiedzy na temat partnera, jego motywacji, intencjach i sposobie reagowania. To, co w procesie mediacji jest o tyleż cenne, co najtrudniejsze, to gotowość przyznania racji, gdy zarzuty wobec nas okazują się słuszne oraz zdolność do szczerych przeprosin za raniące słowa i czyny.

Zazwyczaj przeszkodą w uzyskaniu satysfakcjonującego porozumienia w mediacji jest koncentracja na własnych celach i nastawienie wygrana-przegrana. Patrzenie ponad własnymi zranieniami, potrzebami i wartościami jest tym owocem rozwoju duchowego, który sprzyja trwałemu porozumieniu. Niestety, nawet jeśli jeden z partnerów reprezentuje empatyczne podejście szanujące odmienność, do trwałego, satysfakcjonującego porozumienia potrzeba takiego nastawienia u obu stron.

 

Czy na mediacje może być za wcześnie?

Niektóre pary rozstają się za obopólną zgodą. Dzieje się tak zazwyczaj w związkach, w których poziom emocji jest niski lub proces odchodzenia od siebie zaszedł już daleko i decyzja rozstania jedynie porządkuje to, co i tak ma miejsce.

Takie pary dość łatwo się dogadują i nawet jeśli potrzebują mediacji, to potrafią wszystkie ważne kwestie omówić podczas jednej sesji.

Inaczej wygląda to w przypadku, gdy decyzję o odejściu podejmuje jedno z partnerów. Wtedy pojawiają się silne emocje, poczucie zranienia, niesprawiedliwości, a także, co zupełnie zrozumiałe, opór i chęć odwetu. Partner postawiony w sytuacji, w której nic już nie może zrobić, czuje złość i frustrację. Bardzo często w takim momencie strona zostawiana najbardziej chciałaby, by partner także poczuł się źle. Niestety, wtedy mediacja nie może pomóc.

Wszelkie ustalenia organizacyjne wymagają zgody i respektowania wspólnych ustaleń.  Tymczasem zaraz po rozstaniu partner zostawiony często nie przyjmuje do wiadomości faktu, że związek się skończył. Proces uświadamiania i akceptacji trwa i nie można go przyspieszyć. Bywa, że osoby w takim stanie pragną jak najszybciej uporządkować wspólne sprawy i podejmują szybkie decyzje, które po ochłonięciu okazują się być nie do zaakceptowania. Porozumienie mediacyjne powinno być trwałe. Dlatego czasem lepiej jest korzystać z pomocy mediatorów gdy pierwszy szok minie, a wszystkie konsekwencje nowej sytuacji są bardziej uświadomione.

Jak świadomie rozwiązywać problemy w związku

W swoim odczuciu zazwyczaj działamy świadomie, jednak wyniki badań pokazują, że większością naszych działań i decyzji kieruje podświadomość. Wszystkie działania, które ze względów bezpieczeństwa wymagają natychmiastowej reakcji, są sterowane przez starsze ewolucyjnie części mózgu.

Choć świat stał się bezpieczniejszy i mniej jest sytuacji zagrażających naszemu życiu, wciąż  jest wiele zdarzeń, które wywołują w nas podobne w sile i intensywności reakcje.

Bywa tak np. w bliskich relacjach, gdzie działania innych odczytujemy często jako atak, chęć zdominowania naszej osobowości, bądź zawładnięcia naszą wolą. Wtedy do akcji rusza podświadomość: automatycznie wybieramy jedną z  dwóch strategii: walcz lub uciekaj. To z kolei uruchamia reakcje partnera i tak, nie wiadomo kiedy, wciąga nas emocjonalna szamotanina.

Dopiero kiedy emocje opadną, przychodzi czas na refleksję nad tym, co się wydarzyło. Niejednokrotnie na spokojnie rozważając całą sytuację dochodzimy do wniosku, że podświadome zachowanie wcale nie przysłużyło się nam najlepiej. Niestety, przy reakcjach automatycznych nie ma czasu na spokojne planowanie strategii. Dlaczego w silnych emocjach tracimy zdolności logicznego myślenia?

Odpowiedź tkwi w fizjologii. Mózg reaguje na impulsy biochemiczne. Ich siła i intensywność są podstawą wyboru działania.  Ocena sytuacji jest interpretacją sygnałów związanych z emocjonalnym odbiorem wydarzenia. Wynika z tego jasno, że burzliwe reakcje są odzwierciedleniem stanu naszych emocji, nie zaś naszym świadomym wyborem. Aby zmienić schemat reagowania, musimy świadomie się  przeprogramować zanim jeszcze wpadniemy w wir emocjonalny.

Weryfikacja przydatności rożnych reakcji dla długoterminowych korzyści osobistych i dla związku to jedno z podstawowych narzędzi świadomej zmiany siebie oraz relacji, w których żyjemy.

Problemy komunikacji w związku a specyfika działania mózgu

Analiza problemów wielu par wskazuje, że podłożem większości z nich są zaburzenia procesu komunikacji. Dlaczego, chociaż tak bardzo potrzebujemy zrozumienia, nie potrafimy skutecznie wyrażać siebie ani usłyszeć partnera?

Przyczyna leży nie tylko różnicy między działaniem umysłu kobiety i mężczyzny, ale przede wszystkim w samej zasadzie funkcjonowania ludzkiego mózgu. Szczególnie istotna jest w tej materii specyfika zarządzania zasobami energii.

Nasza świadomość czyli poczucie „ja”, wymyślanie różnych rozwiązań, odkrywanie nowych obszarów i mechanizmów, odbywa się w korze nowej, cienkiej warstwie wierzchniej mózgu. Jej funkcjonowanie wymaga olbrzymich ilości energii. Wystarczy powiedzieć, że niektórzy szachiści podczas kilkugodzinnej partii potrafią stracić na wadze nawet 5 kg! Tego rodzaju myślenie prócz energochłonności zajmuje także wiele czasu. Żeby zmniejszyć zużycie cennej energii, nasz mózg dąży do optymalizacji działania. Większość jego części, np. pień mózgu, móżdżek, układ limbiczny reaguje w ułamku sekundy. Informacje przetwarzane są błyskawicznie,a większość reakcji wyzwala się  automatycznie, podświadomie. Dzięki temu jesteśmy w stanie przetrwać, natychmiast reagując na zagrożenie.

Sytuacje, które stają się dla nas znane i powtarzalne, powodują, że reakcje na nie stają się automatyczne. W ten sposób mózg oszczędza energię i czas. Neurobiologowie mawiają, że w mózgu nie ma okna. Znaczy to, że impulsy, które odbieramy za pośrednictwem ciała przetwarzane są w różnych częściach naszego mózgu, a dopiero po „obróbce”  komputer pokładowy wysyła sygnał reakcji. Takie opracowanie informacji polega, z grubsza rzecz ujmując, na dopasowaniu nowych danych do znanego wcześniej wzorca. Innymi słowy nasze struktury poznawcze opierają nowe sądy o to, co już znamy.

Dlatego tak łatwo popadamy w schematyzm podejść, ferujemy sądy „ty zawsze” i „ty nigdy”, z góry zakładamy, że wiemy, co druga strona myśli i chce powiedzieć lub zrobić. Po prostu mózgowi łatwiej skorzystać z gotowych  wzorców. Oszczędza energię  zamiast zebrać więcej informacji, czyli np. dopytać zamiast robić milczące założenia i reagować na nie.

Zmiana własnych reakcji i sądów wymaga sporo wysiłku, a jeszcze trudniejsze jest dostrzeżenie takich zmian u partnera. Dostrzeżenie ich i włączenie w swoje postrzeganie sytuacji jest pierwszym krokiem do zmiany komunikacji na bardziej świadomą i mniej reaktywną.

Oczywiście świadomość takich procesów wewnętrznych nie wystarczy do sprawnej komunikacji. Zwłaszcza w parach z dłuższym stażem jest wiele innych trudności: brak zaufania, niezaleczone zranienia, patrzenie przez pryzmat starych wydarzeń, które nie zostały omówione i zamknięte.

Jak ćwiczyć dobrostan?

Coraz częściej do głosu w nowoczesnej myśli ekonomicznej dochodzi pogląd, że do sukcesu społeczeństwa potrzebne jest indywidualne poczucie dobrostanu, które nie musi być wcale  związane z poziomem bogactwa.

Saamah Abdallah, analityk londyńskiego think thanku New Economics Foundation, opracował pięć punktów opisujących sposoby na  ćwiczenie dobrostanu. Oto co pisze:

  1. Bądź w kontakcie z ludźmi, zainwestuj czas w relacje.
  2. Prowadź aktywne życie: spaceruj, tańcz, pracuj w ogrodzie.
  3. Ucz się, wciąż próbuj nowych rzeczy, nie bój się przekraczać granicy komfortu.
  4. Rób coś dla innych, np. zostań wolontariuszem.
  5. Praktykuj uważność, bądź świadomy swoich wewnętrznych przeżyć i obserwuj świat zewnętrzny.

Co ciekawe, wiele z powyższych zaleceń, to także rady na to, jak w zdrowiu dożyć sędziwego wieku. Z perspektywy sędziwego starca bogactwo okazuje się zaledwie jedną z kilku pożądanych w życiu wartości. I wcale nie najważniejszą.

Jak jednak poradzić sobie w sytuacjach, kiedy emocje uniemożliwiają nam odczuwanie dobrostanu? Osobom pozostającym w konflikcie taki stan może wydawać się kompletnie nieosiągalny. Na szczęście nawet najtrudniejsze chwile można wykorzystać w sposób konstruktywny i przyspieszyć wychodzenie z dołka, trzeba tylko znać na to sposoby.

Kontakty ojca z dzieckiem/dziećmi po rozwodzie/rozstaniu

„Tata od początku mało się dzieckiem interesował, nie wiem więc skąd to nagłe zainteresowanie. Fajnie, że się obudził, ale mam wiele wątpliwości, czy jego intencje są szczere, czy chce coś ugrać.”

Często ojcowie, którzy w wyniku intensywnej pracy zarobkowej spędzali z dzieckiem mniej czasu niż matka, po rozstaniu decydują się zrezygnować z  części obowiązków, by nie utracić kontaktu z dziećmi. Chcą z nimi spędzać znacznie więcej czasu rozumiejąc, że teraz relacja z synem czy córką zależy już tylko od ich zaangażowania.

Jeśli intencje ojca są szczere, proces będzie trwały, a dzieci na takim głębokim kontakcie mogą skorzystać więcej niż na pozornej obecności taty w rodzinie, w której brakuje prawdziwej więzi.

 

Po rozstaniu matka utrudnia kontakt z dzieckiem

Po rozwodzie lub rozstaniu dziecko najczęściej zostaje z matką. W wielu wypadkach niestety nie jest to koniec konfliktów pomiędzy rozstającymi się partnerami. Przeciwnie, pojawiają się  rozbieżności  na tle  wartości, wychowania i priorytetów.

Ponieważ zamieszkiwanie dziecka z matką daje jej niewątpliwie większy wpływ, zazwyczaj uważa ona, że tym samym ma prawo oczekiwać, a nawet wymagać by ojciec akceptował i stosował się do tego, co ona rozpoznaje jako ważne.

Jeśli jest możliwa dyskusja i wspólne planowanie, można ustalać szczegóły w indywidualnych rozmowach lub podczas mediacji rodzinnych. Jeśli jednak rodziców dzieli poczucie skrzywdzenia, wykorzystania, oszukania, ojciec ma do wyboru dwa podejścia:

  1. Nie zwracanie uwagi na to, co jest istotne dla matki i realizowanie własnej strategii. Efekt: eskalacja konfliktu oraz świadome, bądź nieświadome utrudnienia ze strony matki.
  2. Zwracanie uwagi na to, co matka zgłasza jako istotne i dbanie, by te elementy, które nie wymagają od ojca zmiany światopoglądu, pojawiły się w relacji matka-dziecko-ojciec. Efekt: matka może czuć się choć częściowo uspokojona, a ilość punktów zapalnych maleje.

W odpowiedzi na pytanie:

„Czego oczekują matki, a co ojcowie mogą robić by zminimalizować ilość sytuacji konfliktogennych?”

przytoczę kilka konkretnych wypowiedzi, które pokazują, na co matki zwracają uwagę:

„Mamy wspólne dziecko, ale nie mamy wspólnego życia. Nie będę spowiadała się z wyjazdu na wakacje.”

„Przyjeżdża bez lizaka, nie pamięta o urodzinach, imieninach, nie potrafi wysłać smsa, że się spóźni.”

„Nie chcę, żeby traktował córkę jako kartę przetargową.”

„Teściowa stwierdziła, że zniszczyłam mu życie, nigdy mnie nie zaakceptuje. Nie chcę, by córka idąc do ojca spędzała czas głównie z nią, bo on nie ma czasu.”

„Nie zgadzam się na długie wakacje beze mnie, jeśli dziecko ma być przerzucane od osoby do osoby, bo ojciec nie ma urlopu. Jeśli ma dwa tygodnie urlopu, niech weźmie dziecko na ten czas.”

„Dałam mu dziecko na tydzień. Miał mnie codziennie informować o tym jak się czuje, nie zrobił tego.”

„Nie odpowiada na smsy z pytaniem, kiedy odprowadzi dziecko, a telefonów nie odbiera. Nie muszę przecież czekać cały czas w domu.”

„Mówiłam, że dziecko jest przeziębione, a on nawet nie założył szalika, ani czapeczki.”

Powyższe kwestie pokazują, że wiele oczekiwań jest stosunkowo łatwych do zrealizowania. Informacje o ustalonych porach w postaci smsów i telefonów, spędzanie z dzieckiem czasu, który nie jest dzielony między pracę i inne „zastępniki”, pamiętanie o okazjach i uwzględnianie sposobu ubierania (szczególnie w sytuacjach zagrożenia zdrowia) , w czym matka czuje się ekspertem.

 

„Mam nadzieję, że dzięki mediacji uda się osiągnąć konsensus”

Takie podejście to doskonały start do mediacji. Niestety, częstokroć, mimo deklarowanej potrzeby konsensusu, porozumienie jest niemożliwe. Dlaczego tak się dzieje? Deklaracje werbalne nie zawsze są tym, czym w pierwszej chwili się wydają.

Mediacje rodzinne to nie arbitraż ani sąd. Nie są po to, by przekonać jedną ze stron, że druga ma rację. Mediacje mają sens jedynie wtedy, gdy obie strony są gotowe do wyrażenia i  usłyszenia potrzeb wszystkich oraz decydują się na poszukiwanie form, w których te potrzeby mogą zostać zrealizowane. Niestety, zdarzają się sytuacje, w których „konsensus” przy bliższym oglądzie okazuje się oczekiwaniem zaakceptowania sztywnych warunków.

Może dziać się tak np. w sytuacjach, gdy dotąd jedna ze stron godziła się na oczekiwania drugiej niemal bez oporu. Inną przyczyną może być sytuacja, w której dana osoba ma wyraźną przewagę i nie zależy jej na istotnym ustępstwie drugiej strony. Jeśli tylko jedna strona potrzebuje uzyskania porozumienia, druga zaś jest zadowolona z istniejącego stanu i ma przekonanie, że nic nie zagraża status quo – konsensus nie jest możliwy. Pierwszym sygnałem, który może świadczyć o takiej sytuacji, jest brak gotowości uczestniczenia w finansowaniu mediacji, jeśli poziom dochodów tego nie tłumaczy.

W takich sytuacjach mediacja rodzinna przestaje mieć sens. Oznacza także, że osoba inicjująca mediacje źle rozpoznała swoją BATNA`ę, lub też dotąd myślała życzeniowo nie przygotowując się do negocjacji, licząc na mądrość, wyrozumiałość, gotowość współdziałania, co niestety w przypadku związków, które się rozstały nie zawsze ma miejsce.

Mediatorzy dbają o równowagę, wspierają proces komunikacji oraz zwracają uwagę na potrzeby, lecz nie są w stanie rozpoznać tych potrzeb za kogoś. Mogą pomóc, jednak każdy dorosły sam jest odpowiedzialny za swoje priorytety i wybory. Zaś szukanie sposobów nacisku na drugą stronę prowadzi wyłącznie do konfrontacji i mediatorzy nie mają tu nic do roboty.

 

Podwyższenie alimentów dla pełnoletniej córki

W związku z podjęciem przez starszą córkę studiów była żona, z którą mieszkają obie nasze córki chce podwyższenia alimentów. Obawiam się, że jeśli się zgodzę , nastąpi żądanie podwyższenia alimentów na młodszą. Jeśli się nie zgodzę – była żona grozi, że wystąpi z upoważnienia córki do sądu o podwyższenie alimentów. Co robić?

Nie wszyscy mężczyźni skłonni są płacić alimenty i podwyższać je, gdy zwiększają się potrzeby ich dzieci. Wydaje się, że droga sądowa jest usprawiedliwiona w przypadku ojców uchylających się od płacenia alimentów. W przypadku ojców wywiązujących się ze swych zobowiązań bardziej właściwe są mediacje rodzinne. Jednak warto zastanowić się, czy w pana przypadku nie istnieje jeszcze lepsze rozwiązanie.

Pytanie, na które powinien pan sobie odpowiedzieć, to :

Czy chcę w sprawie finansowania studiów pełnoletniej córki negocjować z żoną, czy z córką?

Pełnoletnie dzieci, jeśli chcą podwyższenia alimentów same muszą złożyć sprawę do sądu. O wiele lepiej dogadać się bezpośrednio z córką. Wyraźniej można jej powiedzieć, że gotowość przekazania dodatkowych środków ma swoje źródło w ojcowskiej miłości, a nie werdyktach sądu.

W ten sposób umacnia się relację z dorosłą córką i wypracowuje zwyczaj rozmów na tematy finansów wprost. Dzieci, także pełnoletnie bardzo doceniają partnerskie traktowanie i gotowość pomocy w realizacji ważnych dla siebie celów.