Mediacja w sprawie podziału majątku

Niekiedy podczas rozwodu na plan pierwszy wysuwają się kwestie związane z podziałem majątku. Kiedy przez wiele lat wspólnie prowadziło się interesy, często trudno orzec jasno, co komu się należy.

Formalnego podziału majątku dorobkowego można dokonać na dwa sposoby:

  • w sądzie na wniosek jednego z małżonków,  w postępowaniu rozwodowym, o ile nie spowoduje to nadmiernej zwłoki w postępowaniu rozwodowym ( art. 58 par. 3 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego) lub w oddzielnym postępowaniu o podział majątku. Koszt takiego postępowania to ok. 1000 zł.

W praktyce oznacza to, że jeśli rozwodzący się małżonkowie są zgodni co do podziału majątku, sąd może przychylić się do ich wniosku i orzec podział przy okazji rozwodu. Jeśli jednak trzeba obliczać skład i wartość poszczególnych elementów majątku, poniesione nakłady, itp., konieczne będzie założenie osobnej sprawy.

  • w drodze umowy pomiędzy byłymi małżonkami zawartej przed notariuszem.

To rozwiązanie wymaga zgodności, ponieważ notariusz nie zajmuje się rozstrzyganiem , co się komu należy. Taksa notarialna może być negocjowana, a jej maksymalna wysokość zależy od wartości dzielonego majątku. Ponadto dolicza się do niej 22% VAT oraz koszty wpisów i zmian w księgach wieczystych.

Jak widać, zawsze opłaca się dojść do porozumienia poza sądem.  Mediatorzy rodzinni, jako osoby obiektywne, mogą dopomóc w ustaleniu co się komu należy. Najczęściej mają także doświadczenie w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań.

Porozumienie dynamiczne

Kryzys rodzinny może być bardzo wyniszczający dla jego uczestników i ich otoczenia. Pozornie najbardziej pożądane w takiej sytuacji jest możliwie szybkie ustanie konfliktu.  Wiele osób sądzi, że wraz z uzyskaniem rozwiązania problemu wszystkie kłopoty znikną. To mit.

W rzeczywistości nawet gdy obie osoby są zadowolone z konkretnego rozwiązania, po pewnym czasie pojawi się nowa kontrowersja, nie uwzględniona w poprzednich ustaleniach.

Porzucenie oczekiwań, by nigdy więcej nie pojawił się konflikt,  jest realistyczne i uzdrawiające zarówno dla emocji jak i relacji.

Warto uświadomić sobie, że  zarówno emocje, jak i priorytety nie są raz na zawsze ustalonymi składnikami osobowości. Relacje i sposób załatwiania spornych kwestii zależą nawet od takich czynników jak sytuacja w pracy czy samopoczucie związane z pogodą. To, co kiedy indziej byłoby drobnostką, czasem potrafi urosnąć do niezwykle ważnej kwestii. Nawet sprawy, które raz zostały ustalone, mogą wymagać renegocjacji.

Ważniejsze od drobiazgowego ustalenia szczegółów rozwiązania konkretnego problemu jest wypracowanie ogólnych ram porozumienia. Składa się na nie umiejętność wysłuchania i zrozumienia potrzeb lub obaw drugiej strony oraz gotowość do podjęcia dialogu.

Tylko takie porozumienie można określić jako trwałe. Umożliwi ono samodzielne rozwiązanie każdej rozbieżności, jaka pojawi się w przyszłości. Wtedy pomoc mediatora przestaje być potrzebna.

Mam prośbę o radę

Bywa, że ktoś dzwoni nie po to, by umówić się na mediację, lecz by dostać fachową poradę, jak poprowadzić mediację  bliskich osób, np.:

„Bratowa nie chce już być z bratem, on nie chce słyszeć o rozwodzie, poprosili mnie, żebym był podczas ich rozmowy, ma być też jej ojciec, …” i tu pada lista osób z obu stron, które mają zapewnić dyskusji dwojga ludzi warunki do uzyskania porozumienia.

Niestety, im więcej osób pozostających w osobistych relacjach bierze  udział w spotkaniu, tym trudniej będzie dwojgu ludziom znaleźć własne porozumienie. Można oczekiwać wielu mądrych rad, gotowych rozwiązań i odwołań do wartości, które trzeba realizować w życiu. Nawet jedna osoba poproszona o obecność podczas takiej rozmowy  często nie jest w stanie powstrzymać się od proponowania własnej wersji rozwiązania.

Co zatem można doradzić osobie, pełniącej rolę rolę mediatora wobec swoich bliskich ?

Przede wszystkim należy skłonić obie strony, by powiedziały na głos i wprost, co jest dla nich ważne, czego nie mogą i nie chcą dłużej znosić, oraz jakie mają oczekiwania względem rozwoju sytuacji. Nie należy bać się długiego milczenia,  podpowiadać i żądać prawdy, nawet, a szczególnie wtedy gdy jest trudna i bolesna.  Wszelkie oskarżenia, jako niekonstruktywne, wygaszajmy. Oczekujmy konkretów.

Gdy konflikt jest bardzo zaogniony, osoba spokrewniona ma małe szanse na doprowadzenie do porozumienia, chyba że jest profesjonalistą w komunikacji międzyludzkiej. Jednak jako krewny jednej ze stron zawsze może narazić się na zarzut stronniczości. W takiej sytuacji najrozsądniej jest uzyskać dwie zgody na wzięcie udziału w sesji mediacyjnej z zawodowym mediatorem. Bez względu na to, co się dalej stanie można wtedy zachować dobre stosunki z obojgiem bliskich osób.

Ratowanie związku

Zdarza się, że w wyniku mediacji para podejmuje próbę ratowania związku. Mogłoby się wydawać, że na tym kończy się rola mediatora, a wszystko pozostaje w rękach dwojga ludzi.

Niektórym parom udaje się to intuicyjnie, lecz wiele osób doświadcza rozczarowania, poczucia straconego czasu i próżnych nadziei.

Tymczasem restauracja związku ma swoją nieubłaganą dynamikę. Decyzja powrotu do siebie podejmowana jest wśród silnych emocji i wielu wątpliwości. Zazwyczaj także wiele negatywnych wspomnień rzutuje na dzień teraźniejszy. Brak wiedzy o jej specyfice często tylko odsuwa w czasie ostateczny rozpad.

  • Pierwszym etapem jest „miesiąc miodowy”, w którym obie osoby są świadome tego, że ich związek dopiero co  był nad przepaścią i bardzo się starają.
  • Drugi etap charakteryzuje się stopniowym i często niezauważalnym powrotem reakcji i stylów zachowania, które doprowadziły do kryzysu. Dzieje się tak, gdyż pamięć tego, że wszystko wisiało na włosku zaczyna się zacierać, obecne funkcjonowanie wydaje się stabilne, a to osłabia czujność i staranie się zmniejsza. Stare schematy  wracają siłą przyzwyczajenia.
  • Trzeci etap to powolny powrót do stanu, w którym nastąpił kryzys i uświadamianie sobie, że odbudowa związku nie udała się.

Mediacja może pomóc ustalić plan oraz horyzont czasowy dzięki czemu łatwo będzie zweryfikować, czy próba przynosi oczekiwane rezultaty i co należy zrobić, by naprostować ewentualne odchylenia.

Ustalenia mogą dotyczyć zmian stylu życia lub zachowań, które doprowadziły do kryzysu.

Warto także rozważyć decyzję o podjęciu terapii małżeńskiej lub innej formy zajęć dla par.

Ustalenia są „kontraktem” akceptowanym przez obie strony, nie wywiązywanie się ze zobowiązań skutkuje podjęciem kroków, które także zostają ustalone w chwili podjęcia decyzji.

Dzięki takiej mediacji wiemy co musimy zrobić, jaki jest czas  próby i co stanie się po niej. Pozwala to uniknąć niedomówień, niezwerbalizowanych oczekiwań, a co za tym idzie , także silnych, destrukcyjnych emocji.

Kontrakt taki nie pozwala spocząć na laurach i pomaga pamiętać parze o tym, że od czasu próby zależy bardzo wiele .

Mediacja, a autorefleksja

Z mediacji  korzystają osoby, które mają poczucie, że wykorzystały już wszystkie znane sobie sposoby by zakończyć konflikt, w którym się znajdują.

Jest to dobry moment na osobiste refleksje na temat własnego życia i pewnych podsumowań. Przemyślenia, co jest ważne w moim życiu, czym jest dla mnie satysfakcjonujący związek, co czuję do partnera/ partnerki ułatwiają nie tylko mediację, ale i pomagają w odzyskaniu równowagi emocjonalnej.

Osoby czujące się chrześcijanami mogą w takich szczególnych momentach życia zadać sobie trzy pytania, które zaczerpnęłam z wywiadu z ks. Adamem Bonieckim z Tygodnika Powszechnego. Pytania te mają ścisły związek z przypowieścią o talentach z Ewangelii.

  • Jak wykorzystałem/łam pierwszy talent – istnienie: Jak istnieję, co jest w moim życiu najważniejsze, jakie wartości realizuję.
  • Jak korzystam z drugiego talentu- człowieka obok mnie: jaki jestem dla swoich bliskich i innych ludzi.
  • Jak korzystam z tego co zakopane w moim życiu, ze skarbnicy pamięci: jak i co z niego czerpię, co nie pozwala mi zrozumieć swojego teraz, co z mej przeszłości przeszkadza mi zmieniać swoją teraźniejszość w sposób konstruktywny.

W konflikcie uwaga w dużym stopniu skierowana jest na partnera, który jest traktowany jako przeciwnik. Tym samym autorefleksja, która jest podstawą do konstruktywnego przekształcenia konfliktu w dynamiczne porozumienie znajduje się na marginesie, lub nie ma jej w ogóle. Silne emocje z poczuciem, że ich przyczyną jest druga osoba sprawiają, że koncentrujemy się na zmianach zewnętrznych zaniedbując swoje wnętrze.

Czas kryzysu, choć tak trudny, jest dobrym momentem na przeprowadzenie osobistych rozrachunków ze swoim życiem. Pomoże to nie tylko w uzyskaniu dystansu i zrozumienia własnych emocji. W dłuższej perspektywie pozwoli zrozumieć partnera – przeciwnika oraz znaleźć i wprowadzić w życie procedury umożliwiające  porozumienie.

Publiczne rozwiązywanie konflkitów

Są programy telewizyjne „na żywo”,  w których biorą udział ludzie pozostający w trudnej relacji, podzieleni emocjami. Do refleksji nad tymi programami skłoniła mnie prośba redaktora jednego z nich. Poszukiwał osób w konflikcie, które zgodziłyby wystąpić w takim programie.

Jakie trzeba mieć podejście do konfliktu by pokazywać go milionom innych osób? Czego można się spodziewać po upublicznieniu swoich emocji? Czy udział w takim programie może pomóc w porozumieniu lub w prawdziwym wybaczeniu?

Być może „teatralność” takiego pokazu w telewizji, możliwość przedstawienia siebie w lepszym świetle daje złudne poczucie przewagi, posiadania racji. Czy jeśli przedstawię swój punkt widzenia na oczach tysięcy widzów, druga strona przyjmie go łatwiej? Przecież też będzie miała szansę wypowiedzi. Czy telewidzowie pomogą nam się porozumieć? Czy krótkie wypowiedzi zaproszonych ekspertów pomogą konstruktywnie załatwić sprawę?

W wielu przypadkach już sama decyzja, by wziąć udział w mediacji jest trudna. Zwrócenie się  do obcego człowieka z prośbą o pomoc w prywatnych problemach nie jest łatwe i wiąże się z determinacją i świadomością, że wszystkie inne metody już się wyczerpały.

Wartość takich spektakli można byłoby ocenić przeprowadzając wywiady z uczestnikami po kilku latach od programu. Obawiam się jednak, że nie byłyby one tak spektakularne jak program o konflikcie, a być może nawet nie optymistyczne.

Rozwód – stany psychiczne obojga małżonków

Rzadko która rozstająca się para podejmuje wspólnie decyzję o rozwodzie. Zazwyczaj to jedno z małżonków bądź partnerów czuje, że chce opuścić związek. Decyzja taka nie bierze się jednak z niczego. Prowadzi do niej ciąg stanów emocjonalnych, które zawsze wiążą się z problemem separacji, czyli rozdzielenia wspólnoty dwojga ludzi.

W pierwszym stadium kryzysu małżeńskiego dominuje zaprzeczanie kłopotom. „To minie, to się ułoży”, „Przecież się kochamy”, ” w naszej rodzinie nie ma rozwodów”- słowem, „uda nam się poukładać zagmatwane sprawy”. Jednak, choć czasem udaje się rozładować napiętą sytuację, jeśli głębsze problemy pozostają niezałatwione, frustracja rośnie i myśli o separacji powracają. Wtedy pojawia się faza obwiniania partnera: „gdyby była inna, wtedy wszystko byłoby w porządku”, „to przez niego”. Wtedy też dominuje żal i poczucie straty oraz bezradność w obliczu nierozwiązywalnych konfliktów.  Jednocześnie narasta poczucie winy „nie potrafię zbudować dobrego związku” i porażki „zmarnowałem/łam życie”.

Jeśli taki stan utrwali się w związku, pojawia się poczucie oddalenia od współmałżonka. Coraz mniej mnie rani ale też nic mnie nie cieszy w relacji z drugą stroną. Zaczyna się życie” obok”, co w konsekwencji może doprowadzić do decyzji o wyprowadzce,  separacji lub ostatecznie rozwodzie.

Powyższa sekwencja stanów emocjonalnych dotyczy także drugiego z rozstających się małżonków, tyle tylko, że on zacznie przechodzić je w momencie  otrzymania informacji o zakończeniu małżeństwa. Podczas kiedy jedno zaczyna już rekonstruować swoje życie w nowej sytuacji, drugie przeżywa kolejno zaprzeczenie „przecież możemy wszystko naprawić”, obwinia partnera „nie chce się ze mną dogadać”, czuje stratę, porażkę i ból, czyli wszystkie uczucia, z którymi partner zmagał się w przeszłości.

Właśnie z powodu takiego przesunięcia w czasie partnerzy nie są w stanie porozumieć się w ważnych życiowo kwestiach, np. co dalej z dziećmi.  Bywa, że musi minąć trochę czasu, aby obie strony znajdowały się w stanie pozwalającym na podjęcie rozmowy.

Czy przesłała pani moje wyjaśnienia?

Dobre zrozumienie zasad, którymi rządzi się mediacja może usprawnić proces komunikacji i przyspieszyć i ułatwić porozumienie.

  • Telefoniczne, bądź mailowe kontakty przed mediacją dotyczą jedynie ustalenia gotowości do spotkania, terminu, miejsca, ewentualnie tematów, których dotyczyć ma mediacja oraz ich akceptacja przez obie strony.
  • Nie prowadzi się mediacji telefonicznie, a jeśli sytuacja wymusza taką formę, zawsze  jest ona kontynuacją sesji mediacyjnych.
  • Mediator nie przekazuje drugiej stronie jej wersji wydarzeń,  strony robią to samodzielnie i otwarcie podczas wspólnej sesji mediacyjnej.

Osoba pragnąca przeciągnąć mediatora na swoją stronę usiłuje nakłonić go by wypowiadał się w jego imieniu. Takie oczekiwania często mają osoby inicjujące mediacje.

Gdy zabiegi wpływu na mediatora nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, mogą pojawić się oskarżenia, obarczanie odpowiedzialnością mediatora  za konsekwencje nieprzekazania określonych wiadomości. W tym rozumieniu rola mediatora ma ograniczyć się do spełniania oczekiwań jednej ze stron. Ma sprawić, by argumenty dotarły do drugiej strony z ust osoby niezaangażowanej. Ciche założenie jest takie, że ” ja mam rację, tylko zaślepiona emocjami druga osoba nie jest w stanie tego zrozumieć, a dopóki tego nie zrozumie, nie będziemy mogli się dogadać”.

Tego rodzaju podejście nie rokuje dobrze procesowi mediacji i najprawdopodobniej lepiej będzie poczekać z mediacją, aż pojawi się gotowość do wysłuchania i uwzględnienia priorytetów drugiej strony.

Kiedy mediator nie pomoże

  • gdy w rodzinie istnieje uzależnienie, przemoc bądź choroba psychiczna
  • gdy oboje małżonkowie nie dopuszczają możliwości porozumienia
  • gdy spotkanie w sądzie jest wyraźnie korzystniejsze dla jednego z nich
  • gdy któreś z małżonków chce wykorzystać mediację do uzyskania „haków” na drugą stronę
  • gdy między stronami jest wyraźna nierównowaga.

Część z powyższych powodów w ogóle uniemożliwia podjęcie mediacji.

Tak jest np. przy chorobie psychicznej, bądź przemocy. Mediator zanim dojdzie do sesji powinien upewnić się, że nie istnieją takie sytuacje, a w przypadku ich stwierdzenia – odmówić udziału w spotkaniu.
W przypadku nierównowagi, bądź szukania „haków” mediator powinien przerwać mediację, natychmiast gdy dostrzeże takie procesy.

Refleksje na koniec roku 2009

Koniec roku zawsze łączy się z przyjemnymi zdarzeniami: Święta, Sylwester. Co ciekawe, w tym roku wiele artykułów i programów w środkach masowego przekazu ujawniło inny, mniej miły aspekt tych dni. Także ja zostałam poproszona o krótki komentarz dla Teleexpressu na temat: jak przetrwać kłótnie przy wigilijnym stole.
Dotąd był to temat tabu. Nikt nie ośmielał się głośno mówić o negatywnych emocjach, które pojawiają się w święta, a szczególnie w czasie wieczoru wigilijnego. A przecież zdarza się, że podczas uroczystej, rodzinnej kolacji dochodzi do nieprzyjemnych scen. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli żyjemy w mentalnym i uczuciowym oddaleniu, zazwyczaj nie przywiązujemy wagi do samopoczucia naszych bliskich. Codzienność składa się z obowiązków wypełnianych na zmianę i komunikatów wymienianych rutynowo. Gdy przychodzi dzień, w którym powinniśmy być dla siebie mili, okazuje się, że z dawnych ciepłych uczuć pozostała tylko pusta forma. Świętujemy realizując wieloletnie rytuały: kupujemy mniej lub bardziej trafione prezenty, przygotowujemy tradycyjne potrawy, ubieramy choinkę, składamy sobie konwencjonalne życzenia. Traktujemy to wszystko jako obowiązek, realizowany częstokroć wyłącznie ze względu na dzieci. Więzi z dalszą rodziną są luźne, a często obciążone nierozwiązanymi konfliktami z przeszłości. Zmuszeni przez tradycje do siedzenia przy jednym stole, nie jesteśmy w stanie pohamować niezadowolenia. Wylewamy żale dotąd trzymane w ukryciu, oskarżenia same pchają się na usta. Nikt nie chce być tym „złym”, więc zamiast przepraszać, zaczynamy bronić się wywlekając krzywdy, które uczynili nam inni. Zawsze łatwiej zobaczyć się w jasnym świetle, jeśli oczerni się kogoś innego.
Ci, którzy proponują uspokojenie, dolewają tylko oliwy do ognia. Kłótnia nabiera na sile, a przecież rodzina spotkała się ze względu na święta, których duchowy wymiar jest znany wszystkim. W końcu rozchodzimy się z ulgą.
Takie są realia wielu polskich rodzin. Nic więc dziwnego, że w efekcie zmian kulturowych rozpada się więcej małżeństw niż 30, 40 lat temu. Często jest już za późno na ratowanie pozytywnych uczuć, które pokryte zostały wieloma warstwami lekceważenia, egoizmu i nieczułości.