Co jest lepsze dla dzieci – rozwód, czy trwanie w toksycznym małżeństwie?

Co jest lepsze dla dziecka – rozwód, czy trwanie w związku, w którym często wzajemny szacunek i miłość są fikcją? To pytanie na pewno zadaje sobie każdy, kto nosi się z zamiarem rozstania, a ma dzieci i leży mu na sercu ich los.

Wiele małżeństw decyduje się na utrzymanie wspólnego życia ze względu na dobro dzieci, dla ich poczucia bezpieczeństwa. Takie związki zazwyczaj rozpadają się gdy dzieci opuszczają dom zaczynając dorosłe życie.
Czy zatem lepiej jest „przemęczyć” się razem te kilka, kilkanaście lat i i rozstać się dopiero wtedy, kiedy dzieciom rodzice nie są już tak niezbędni?
Pamiętajmy, ze dziecko przejmuje od rodziców nie tylko umiejętność mówienia, kindersztuby i zasad zachowania społecznego. Przede wszystkim uczy się widzenia świata, reakcji na przeciwności losu, okazywania uczuć. W rodzinie, gdzie miłość i szacunek są udawane można nauczyć się tylko udawania. W swoim życiu najprawdopodobniej nasze dziecko będzie ukrywało swoje prawdziwe uczucia w przekonaniu, że należy je poświęcić dla ważniejszych spraw. Osoba, która nie potrafi żyć w zgodzie sama ze sobą, nie będzie szczęśliwa, a tylko szczęśliwy człowiek może podzielić się szczęściem z innymi osobami.
Decydując się „dla dobra dzieci” na podtrzymywanie związku, który się wypalił, musimy liczyć się z tym, że nasze dorosłe dzieci mogą nie ułożyć sobie życia i stanie się tak pomimo, a nawet właśnie dlatego, że poświęciliśmy się dla ich szczęśliwego dzieciństwa. Dorosłe dziecko będzie musiało na własnych błędach uczyć się zasad prawdziwego, partnerskiego związku, bo nawet najdoskonalsza iluzja ich tego nie nauczy.
Efekty tego, że nasz związek faktycznie rozpadł się choć małżeństwo trwa, w życiu naszych dzieci pojawią się wiele lat później, ale wtedy jako rodzice niewiele już będziemy mogli na to poradzić.

Rozwód zawsze jest dla dzieci szokiem. Powoduje, że zawala im się bezpieczny świat z obojgu rodzicami. Okres pierwszych dwóch, trzech lat po rozstaniu jest dla dzieci bardzo trudny i często dzieci podejmują próby pogodzenia rodziców. Nierzadko dużą rolę odgrywają tu lekcje religii, podczas których rozwód bywa przedstawiany jako katastrofa, grzech i brak miłości rodziców nie tylko do dziecka ale i do Boga. Wiele dzieci bierze na siebie odpowiedzialność za dorosłych i chce być „wybawicielem” rodziców z trudnej sytuacji.

Najtrudniejsze dla dzieci jest wybieranie między rodzicami i ich potrzebami oraz racjami. Dzieci są często elementem przetargowym w rozgrywkach rozwodowych. Jedno z rodziców chce, by dzieci wsparły właśnie jego przeciwko partnerowi. Jeśli uda mu się tego dokonać jest duża szansa na to, że w przyszłości dziecko będzie miało problemy z własną emocjonalnością, a także relacjami z obojgiem rodziców.

To, co rozwodzący się rodzice mogą zrobić dla swojego dziecka to wznieść się ponad emocje i pogodzić się z faktem, że mamą i tatą jest się do końca życia.
Najważniejsze i nie do przecenienia jest wspólne podejmowanie decyzji dotyczących spraw dzieci, prezentowanie wspólnego frontu oraz wspieranie się w realizacji procesów wychowawczych. To bardzo trudne dla osób, które rozwodzą się przecież właśnie dlatego, żeby nie musieć już robić nic razem, ale warto się zmierzyć z tym wyzwaniem.
Mediacja może pomóc osobom stojącym przed taką życiową decyzją. Zgodne decyzje rodziców dotyczące dzieci to podstawa w pokazywaniu dzieciom, że mimo rozpadu ich dotychczasowego świata, mama i tata nadal ich kochają.

Związek nieformalny w mediacji

Mediacja jest dla osób, które chcą się dogadać, ale jakoś nie mogą się porozumieć. Okazuje się, że to sformułowanie może mieć różne aspekty. W przypadku rozwodzącego się małżeństwa z koniecznością ustalenia opieki nad dziećmi i podziału majątku wartość trwałego porozumienia jest oczywista. Na czym jednak miałoby polegać porozumienie w przypadku ludzi żyjących w nieformalnym związku, bez dzieci i wspólnych inwestycji? W końcu decyzja o tym czy być razem dalej czy się rozstać zależy tylko od samych zainteresowanych i tylko ich dotyczy.
Choć mogłoby się wydawać, że w tej sytuacji mediacja nie jest potrzebna, czasem zdarza się prośba u udział mediatorów w rozplątaniu takiego konfliktu i nie można jej odmówić.
Jeśli istnieje różnica zdań i obie strony są gotowe do kompromisu – można porozumienie wymediować, choć ma ono inny wymiar, niż porozumienie przygotowywane na potrzeby sprawy rozwodowej. Najczęściej dotyczy nowych zasad dalszego wspólnego pożycia, komunikacji, czasem udziału we wspólnej terapii dla par.
Jednak sesja mediacyjna może być pomocna także wtedy, gdy osoby żyjące od lat w nieformalnym związku nie mogą się dogadać co do dalszego bycia razem. Decyzja rozstania podjęta wspólnie podczas obecności mediatorów może ograniczyć emocje, pojawiające się w takich sytuacjach oraz ułatwić rozstanie w sposób “pozytywny“. Przecież oprócz tej trudnej decyzji związanej często z poczuciem porażki, a nawet klęski życiowej, można sobie powiedzieć, że choć rozstanie wydaje się być najlepszym w tej chwili rozwiązaniem, to nie wyklucza ono szacunku dla partnera i wspólnej przeszłości.

Mediator: jeden, czy dwóch?

Kiedy jest mowa o mediatorze nie zawsze oznacza to jedną osobę. Niektóre rodzaje konfliktów rodzinnych są ściśle związane z relacją damsko-męską. W takim przypadku zazwyczaj mediują dwie osoby – kobieta i mężczyzna. W ten sposób reprezentowana jest każda płeć z jej specyfiką i sposobem odczuwania i rozumowania . Bywa to niezmiernie ważne szczególnie wtedy, gdy inna osoba, nie będąca w konflikcie potwierdza , że pewna specyfika podejścia, czy reakcji jest związana z płcią. Okazuje się, że reakcje odczytywane jako działanie z premedytacją mogą wynikać z charakteru płci.

Świadomość, że nie trzeba będzie bronić się przed zmasowanym atakiem solidarności jajników, lub męskim szowinizmem i podejściem patriarchalnym sprawia, że obie strony mają większe zaufanie do procesu mediacyjnego. Dzięki temu porozumienie, które można w ten sposób uzyskać będzie prawdziwie trwałe, a to właśnie jest nadrzędnym celem mediacji.
Praktyka pokazuje, że dwoje mediatorów stanowi bardzo dobry sposób na zwiększenie szansy na porozumienie w tak trudnych i osobistych sprawach jak rozwód i rozpad rodziny.

Jeśli to ty inicjujesz mediacje

Zazwyczaj mediacje inicjuje osoba, która podjęła już istotne decyzje dotyczące także innych członków rodziny. Jest ona zazwyczaj zaawansowana w procesie zmian, w który partner, a także reszta rodziny dopiero musi wejść.
Pomysł mediacji bierze się ze świadomości, że zmiany te należy przeprowadzić w sposób możliwie najspokojniejszy. Jednak to, co jest oczywiste dla jednej osoby, wcale nie musi takie być dla drugiej strony. Dlatego też mediator stara się uzyskać potwierdzenie gotowości do rozmów od wszystkich uczestników mediacji.
Inicjator mediacji będący najczęściej siłą napędową zmian w rodzinie działa najczęściej w przeświadczeniu, że racja leży po jego stronie. Z tym nastawieniem przychodzi na sesje mediacyjną, mając często oczekiwanie, że mediator podzieli jego stanowisko i wpłynie na drugą stronę, by zgodziła się na zmiany, bądź konkretne propozycje.
Tymczasem bezstronny z założenia mediator nie wspiera ani osób ani rozwiązań. Nawet zupełnie nieracjonalne z jego punktu widzenia porozumienie zaakceptowane przez obie strony jest lepsze, niż nakłonienie jednej ze stron by zgodziła się wbrew swoim głębokim odczuciom na coś, co mediatorowi wydaje się najodpowiedniejsze.
Dla trwałości porozumienia korzystniejsze jest dogłębne zrozumienie potrzeb i preferencji każdego z zainteresowanych i pomoc w poszukiwaniu rozwiązań akceptowanych przez wszystkich.

Dlatego też mediator zanim dojdzie do spotkania stara się uzyskać potwierdzenie także od drugiej strony, że ona także zgadza się na mediacje. Jeśli jedna ze stron czuje się zmuszona, zaszantarzowana, najprawdopodobniej sesja mediacyjna nie doprowadzi do wartościowych ustaleń, nie mówiąc już nawet o trwałym porozumieniu.

Czym jest BATNA i dlaczego jest ważna w mediacji

BATNA to angielski skrót oznaczający najlepszy sposób postępowania, który zabezpiecza interesy strony negocjującej bez porozumienia z drugą stroną.
Oznacza to, że przystępując do mediacji nie możemy liczyć na to, że mediator zapewni nam najlepsze z możliwych porozumienie. Sami musimy wiedzieć co chcemy osiągnąć i przede wszystkim co zrobimy, jeśli nie dojdzie do porozumienia. Wiedza taka powoduje, że dysponujemy pewną siłą w negocjacjach i nie musimy się zgadzać na propozycje, które w naszym rozumieniu dają nam mniej, niż nasza BATNA.
Dlaczego świadomość własnej BATNA jest tak ważna?

Świadomość własnych możliwości i oczekiwań daje szansę na trwałe porozumienie. Gdy jej nie mamy, zgadzamy się na rozwiązanie w poczuciu, że nic więcej nie możemy zrobić. Często po przemyśleniach dochodzimy jednak do wniosku, że są inne rozwiązania, korzystniejsze dla nas i zgodziliśmy się pochopnie. W tym momencie porozumienie załamuje się i rozmowy należałoby zaczynać od nowa. Niestety zazwyczaj w wtedy już na dogadanie się jest za późno.

Świadomość konsekwencji braku porozumienia i gotowość ich przyjęcia jest najskuteczniejszą bronią w negocjacjach.

Wiedza o własnej BATNA umożliwia zrozumienie tego, co może zrobić druga strona w przypadku braku porozumienia. Wiedza o tym co to dla nas znaczy jest nie do przecenienia podczas spotkań mediacyjnych.

Nie oczekujmy, że mediator “załatwi” nam najlepsze warunki. Wtedy wysiłek mediatora może pójść w stronę ułatwienia komunikacji, a nie tłumaczenia, że każda ze stron musi walczyć o swoje.
Jest to podstawowa rzecz, którą powinniśmy wiedzieć przed mediacjami.

Impas – proces komunikacji w ślepej uliczce

Zazwyczaj jakoś dogadujemy się z innymi ludźmi. Raz lepiej, raz gorzej, ale mało jest sytuacji, w których nie jesteśmy w stanie dojść  do porozumienia z drugim człowiekiem. Paradoksalnie największe prawdopodobieństwo takiego zahamowania komunikacji może mieć miejsce z bliską (lub kiedyś bliską) osobą. Zazwyczaj istotną rolę grają żale i zranienia z przeszłości, które nie zostały do końca wybaczone lub zadośćuczynione, a często nawet pozostają niewypowiedziane. Niestety erupcja trudnych emocji nie pomaga w zbudowaniu porozumienia.  Konflikt narasta, strony usztywniają swe stanowiska. W takiej sytuacji często następuje eskalacja: kłótnia, awantura, a wraz z nimi przemoc psychiczna bądź fizyczna.
Gdy nikt nie zamierza ustąpić oraz odwołuje się do przeszłych spraw, na które nic już nie można poradzić – mamy impas.

Silne emocje potrafią utrudnić komunikację nawet bardzo trzeźwo i racjonalnie myślącym osobom. Dzieje się tak także wtedy, gdy tylko jedna ze stron jest w silnych emocjach.
Przydaje się wtedy ktoś, kto nie jest związany z żadną ze stron, kto pomoże im usłyszeć się nawzajem i mimo dzielących ich uczuć, wrócić do rozmowy.

Choć mediator musi mieć naturalne predyspozycje do wspierania procesu komunikacji, dodatkowo uczony jest sposobów reakcji na impas w trakcie mediacji. Podobnie jak dostrzegania manipulacji, uwarunkowań prawnych, praktyki orzeczeń sądowych i wielu innych aspektów mających znaczenie w procesie mediacji.

Oddając konflikt pod opiekę mediatora można zaoszczędzić wiele czasu i nerwów.

Mediacja zamiast terapii?

Choć najwięcej spotkań mediacyjnych dotyczy obecnie spraw rozwodowych, jednak nie tylko one mogą być przedmiotem mediacji.
Mediacje rodzinne mogą dotyczyć praktycznie wszystkich sfer życia, w których ludzie występują w relacji.
Niektórzy uważają (jest wśród tych osób wiele kobiet doświadczających dobrodziejstw psychologii), że jeśli w związku „coś nie gra” potrzebna jest terapia.
Druga grupa (a w niej większość stanowią mężczyźni) nie chce, by ktoś obcy wskazywał co muszą zmienić by pozbyć się problemów.
Jeśli jedna strona napiera na terapię, a druga kategorycznie odmawia – konflikt się nasila. Jeśli nastąpi impas – można spróbować mediacji.
Mediacja nie ingeruje w motywacje, system wartości i przekonania. Jej zadaniem nie jest zmiana którejkolwiek ze stron. Umożliwia za to zrozumienie, a przede wszystkim usłyszenie partnera i tego co jest dla niego ważne. Wbrew pozorom nie jest to łatwo usłyszeć, bowiem zazwyczaj rozumiemy innych przez pryzmat siebie.
Oczywiście mediacja nie zastąpi terapii, ale też – powiedzmy sobie szczerze – nie każdy terapii potrzebuje. Czasem wystarczy dogadać się i zrozumieć.
Jeśli intencje są dobre – porozumienie jest możliwe.

Mediacje w sprawach finanasowych

Warto wiedzieć, że kwestiami finansowymi w czasie rozwodu sąd rodzinny zajmuje się wyłącznie jeśli nie powodują przedłużenia sprawy. W praktyce znaczy to, że jeśli rozstający się ludzie mają zgodne zdanie na temat podziału majątku, sąd niejako „przy okazji” orzeknie zaproponowany podział. Jednak w przypadku jakichkolwiek niezgodności, o co przy podziale wspólnego majątku nietrudno, sąd rodzinny nie podejmuje się rozstrzygnięcia, co komu przyznać. Pozostaje odrębny proces w sądzie rejonowym.  Ten pociąga za sobą kolejne koszty, zaczynając od opłaty wpisowej po honorarium adwokata). Sądowa walka o majątek zrujnowała już wielu…

Mediacje pozwalają uniknąć kosztów: zarówno finansowych jak i  emocjonalnych. Zawsze jednak należy pamiętać, że porozumienie zawarte dzisiaj ma określone skutki w przyszłości. W wielu przypadkach jedno z małżonków, zmęczone długotrwałym konfliktem godzi się na pewne ustępstwa, które w przyszłości okażą się trudne do zaakceptowania, a co za tym idzie, do zrealizowania. Dlatego warto przed ostatecznym podpisaniem porozumienia zasięgnąć porady prawnika.

Przygotuj się do mediacji

Spotkanie z mediatorem jest w swej istocie zaangażowaniem obcej osoby do rodzinnego konfliktu i wymaga nie tylko przeznaczenia na nie czasu oraz pieniędzy. Przede wszystkim warto przygotować się do takich rozmów. Aby sprawnie się porozumieć musimy dokładnie wiedzieć czego chcemy i oczekujemy.

Musimy pamiętać, że mediator jest tylko opiekunem procesu komunikacji, ale nie wie co dla ciebie jest w tej sprawie najważniejsze. Dlatego każdy, kto staje jako strona do mediacji powinien wiedzieć czego chce bardziej, czego mniej a z czego może zrezygnować.

Dlaczego jest to tak ważne? Jeśli przystępujemy do mediacji z oczekiwaniem na propozycje z drugiej strony, może okazać się, że nie jesteśmy w stanie podjąć negocjacji bo gubimy się we własnych odczuciach. Negocjujący, który nie rozpoznał swoich priorytetów ma wrażenie, że z niczego nie może ustąpić, bo wtedy poniesie całkowitą klęskę.

Tymczasem dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że dobre porozumienie, to takie, gdzie w jakiś sposób ustąpiły obie strony. Tylko wtedy jest ono trwałe i stabilne.

Drobne kontrowersje pojawiające się później nie odnawiają całego konfliktu wraz z oskarżaniem i wypominaniem. Łatwiej są rozwiązywane jako oddzielne problemy, raczej natury technicznej, niż osobistej, emocjonalnej, czy światopoglądowej.

Efekt zagubienia i niemożności pójścia na ustępstwa może pojawić się także wtedy, gdy do jednej ze stron dociera nagle nieuchronność wydarzeń i w konsekwencji życiowe zmiany.

Wtedy zgoda na jakiekolwiek ustępstwo kojarzy się z poczuciem, że to właśnie zapoczątkuje lawinę zmian, na którą wewnętrznie nie ma przyzwolenia.

Wtedy być może warto poważnie zastanowić się nad przełożeniem dalszych mediacji na następny termin. Czasem do zrozumienia i zaakceptowania pewnych zdarzeń potrzeba trochę czasu.

Czy jest możliwe orzeczenie rozwodu na pierwszym posiedzeniu Sądu?

Jeśli rozwodzący się małżonkowie osiągnęli porozumienie co do warunków rozstania, często chcieliby zminimalizować proces sądowy. Najchętniej rozwiedliby się w ciągu jednej rozprawy. Czy jest to możliwe?

Teoretycznie tak, ponieważ tak zwana rozprawa pojednawcza, niegdyś obowiązkowa, obecnie została zniesiona. Jednak sama zgodność małżonków do rozstania nie musi być wystarczająca. Czego powinna dotyczyć ugoda, aby Sąd miał szansę szybko rozpatrzyć pozew mówi sędzia Sądu Okręgowego w Gliwicach, pani Krystyna Wiśniewska-Drobny.
-> słuchaj [audio:sad.mp3]