Artykuły

Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie – nowelizacja ustawy

W dniu 18.06.2010 r. Bronisław Komorowski, p.o. Prezydenta RP, podpisał kontrowersyjną nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Organizacje prorodzinne zrzeszone w Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia wystosowały list otwarty do Marszałka Sejmu RP. „Słuszny cel jakim jest zmniejszenie skali przemocy nie uzasadnia niewłaściwych środków jakie się do tego stosuje”– piszą.

„Nie zgadzamy się, by pod nośnym hasłem przeciwdziałania przemocy w rodzinie konstruować prawo naruszające konstytucyjne wartości do ochrony życia prywatnego, rodzinnego, czci, wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami i ograniczania praw rodzicielskich (co może mieć miejsce tylko na podstawie orzeczenia sądu, a nie mocą zespołu interdyscyplinarnego powoływanego przez gminę)” protestują sygnatariusze listu.

Warto jednak zwrócić uwagę na zapis umożliwiający skuteczną separację ofiar przemocy od sprawcy:

1. Jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.
2. Sąd rozpoznaje sprawę w trybie przepisów o postępowaniu nieprocesowym.

Rozprawa musi odbyć się w terminie 1 miesiąca od złożenia wniosku w sądzie, a jej wynik jest wykonalny z chwilą ogłoszenia.

Oznacza to, że osoba, która zostanie wskazana winowajcą przemocy w rodzinie będzie musiała opuścić wspólne mieszkanie w trybie natychmiastowym.

według pap.pl i sejm.gov.pl

Rozwód międzynarodowej pary.

Rośnie liczba małżeństw zawieranych pomiędzy obywatelami różnych krajów. Tylko w państwach Unii Europejskiej takich związków powstaje ok. 300 tysięcy rocznie. Według szacunków Komisji Europejskiej około 20% rozwodów rocznie ma charakter międzynarodowy.

12 państw członkowskich (Polska nie włączyła się do tej grupy) podjęło decyzję o tzw. wzmocnionej współpracy w dziedzinie prawa rozwodowego. Polegać ma ona na tym, by w przypadkach rozwodów takich par dać małżonkom możliwość wyboru prawa procedury rozwodu.

Zgodnie z proponowanym rozporządzeniem pary międzynarodowe będą mogły decydować o wyborze prawa właściwego dla ich rozwodu, pod warunkiem że jeden z małżonków jest związany z danym krajem. Propozycja przewiduje możliwość wyboru prawa kraju obecnego miejsca zamieszkania, poprzedniego zamieszkania, albo prawa kraju, z którego pochodzi jedno z małżonków. Dotyczyć to będzie także par międzynarodowych z udziałem Polaków lub obywateli innych państw niebiorących udziału we wzmocnionej współpracy, ale mieszkających w jednym z 12 krajów nią objętych.

Współpraca ma na celu ma uchronienie słabszych małżonków przed znalezieniem się w niekorzystnej sytuacji w postępowaniu rozwodowym. W obecnym stanie prawnym partner, którego stać na pokrycie kosztów podróży i wynajęcie na miejscu adwokata, może starać się prześcignąć współmałżonka, wnosząc sprawę do sądu w innym państwie, w którym przepisy prawa właściwego dla sprawy gwarantują ochronę jego interesów.

Współpraca wejdzie w życie po uzyskaniu akceptacji Parlamentu Europejskiego.

(informacja na podstawie materiałów PAP)

Wspólna opieka nad dzieckiem po rozwodzie

Nie tylko w Polsce zwyczajowo sąd przyznaje opiekę nad dzieckiem matce. Podobnie jest też np. w Austrii, lecz tendencja powierzanie prawa do opieki obojgu rodzicom staje się coraz powszechniejsza. Sądy orzekają tak między innymi w Norwegii, Belgii, Holandii.

Wiąże się to z coraz większą świadomością ojców i walką ich o prawo do uczestniczeniu w życiu dziecka. Można podejrzewać, że odejście od przyznawaniu opieki głównie matkom to tylko kwestia czasu.
Jednak jednej ważnej kwestii nie można zlekceważyć. Prawidłowy rozwój dziecka opiera się nie tylko na kontaktach z obojgiem rodziców, ale także na braku wzajemnej agresji wynikającej z akceptacji istniejącego stanu rzeczy. W innym wypadku dziecko używane jest instrumentalnie, co zawsze ma zły wpływ na jego psychikę. Niestety używanie dziecka by udowodnić coś byłemu małżonkowi zdarza się, a jedną z konsekwencji bywa nabycie przez młodego człowieka zwyczaju manipulacji uczuciami bliskich mu osób dla osiągania własnych celów. To wróży niepowodzenia w jego przyszłej rodzinie w dorosłym życiu.

Ukryte intencje podjęcia mediacji.

Nie wszyscy zgłaszający chęć podjęcia mediacji mają na celu porozumienie. Niestety zdarza się, że propozycja podjęcia mediacji jest pomysłem na ukazanie siebie innym w dobrym świetle, na tle drugiej strony konfliktu. mediator ma w tym wypadku być arbitrem, który „powie temu drugiemu, że nie ma racji”. Wtedy własne racje ulegają dalszemu wzmocnieniu, a proces dochodzenia do porozumienia jest niemal niemożliwy.

Tym, co pozwala podejrzewać takie intencje jest informowanie wielu osób o propozycji podjęcia mediacji, gotowości do niej zanim jeszcze do niej dojdzie. W oczach słuchacza mozna wtedy wypaść korzystniej, jako osoba skłon na do kompromisu i pojednania.
W wyjątkowych przypadkach dochodzi do rozesłania informacji o potrzebie mediacji do różnych ośrodków, by powiadomić o swojej sprawie jak najwięcej osób.

Takie podejście przynosi wręcz odwrotny skutek. O wiele lepsze efekty da znalezienie mediatora, z którym nawiąże się dobry kontakt. Im mniej osób angażuje się w konflikt wymagający mediacji, tym lepiej. Wpływ innych osób łatwo może zakłócić proces znajdowania porozumienia opartego na priorytetach i ustępstwach obu stron konfliktu.

Mediacja w sprawie podziału majątku

Niekiedy podczas rozwodu na plan pierwszy wysuwają się kwestie związane z podziałem majątku. Kiedy przez wiele lat wspólnie prowadziło się interesy, często trudno orzec jasno, co komu się należy.

Formalnego podziału majątku dorobkowego można dokonać na dwa sposoby:

  • w sądzie na wniosek jednego z małżonków,  w postępowaniu rozwodowym, o ile nie spowoduje to nadmiernej zwłoki w postępowaniu rozwodowym ( art. 58 par. 3 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego) lub w oddzielnym postępowaniu o podział majątku. Koszt takiego postępowania to ok. 1000 zł.

W praktyce oznacza to, że jeśli rozwodzący się małżonkowie są zgodni co do podziału majątku, sąd może przychylić się do ich wniosku i orzec podział przy okazji rozwodu. Jeśli jednak trzeba obliczać skład i wartość poszczególnych elementów majątku, poniesione nakłady, itp., konieczne będzie założenie osobnej sprawy.

  • w drodze umowy pomiędzy byłymi małżonkami zawartej przed notariuszem.

To rozwiązanie wymaga zgodności, ponieważ notariusz nie zajmuje się rozstrzyganiem , co się komu należy. Taksa notarialna może być negocjowana, a jej maksymalna wysokość zależy od wartości dzielonego majątku. Ponadto dolicza się do niej 22% VAT oraz koszty wpisów i zmian w księgach wieczystych.

Jak widać, zawsze opłaca się dojść do porozumienia poza sądem.  Mediatorzy rodzinni, jako osoby obiektywne, mogą dopomóc w ustaleniu co się komu należy. Najczęściej mają także doświadczenie w poszukiwaniu optymalnych rozwiązań.

Porozumienie dynamiczne

Kryzys rodzinny może być bardzo wyniszczający dla jego uczestników i ich otoczenia. Pozornie najbardziej pożądane w takiej sytuacji jest możliwie szybkie ustanie konfliktu.  Wiele osób sądzi, że wraz z uzyskaniem rozwiązania problemu wszystkie kłopoty znikną. To mit.

W rzeczywistości nawet gdy obie osoby są zadowolone z konkretnego rozwiązania, po pewnym czasie pojawi się nowa kontrowersja, nie uwzględniona w poprzednich ustaleniach.

Porzucenie oczekiwań, by nigdy więcej nie pojawił się konflikt,  jest realistyczne i uzdrawiające zarówno dla emocji jak i relacji.

Warto uświadomić sobie, że  zarówno emocje, jak i priorytety nie są raz na zawsze ustalonymi składnikami osobowości. Relacje i sposób załatwiania spornych kwestii zależą nawet od takich czynników jak sytuacja w pracy czy samopoczucie związane z pogodą. To, co kiedy indziej byłoby drobnostką, czasem potrafi urosnąć do niezwykle ważnej kwestii. Nawet sprawy, które raz zostały ustalone, mogą wymagać renegocjacji.

Ważniejsze od drobiazgowego ustalenia szczegółów rozwiązania konkretnego problemu jest wypracowanie ogólnych ram porozumienia. Składa się na nie umiejętność wysłuchania i zrozumienia potrzeb lub obaw drugiej strony oraz gotowość do podjęcia dialogu.

Tylko takie porozumienie można określić jako trwałe. Umożliwi ono samodzielne rozwiązanie każdej rozbieżności, jaka pojawi się w przyszłości. Wtedy pomoc mediatora przestaje być potrzebna.

Mam prośbę o radę

Bywa, że ktoś dzwoni nie po to, by umówić się na mediację, lecz by dostać fachową poradę, jak poprowadzić mediację  bliskich osób, np.:

„Bratowa nie chce już być z bratem, on nie chce słyszeć o rozwodzie, poprosili mnie, żebym był podczas ich rozmowy, ma być też jej ojciec, …” i tu pada lista osób z obu stron, które mają zapewnić dyskusji dwojga ludzi warunki do uzyskania porozumienia.

Niestety, im więcej osób pozostających w osobistych relacjach bierze  udział w spotkaniu, tym trudniej będzie dwojgu ludziom znaleźć własne porozumienie. Można oczekiwać wielu mądrych rad, gotowych rozwiązań i odwołań do wartości, które trzeba realizować w życiu. Nawet jedna osoba poproszona o obecność podczas takiej rozmowy  często nie jest w stanie powstrzymać się od proponowania własnej wersji rozwiązania.

Co zatem można doradzić osobie, pełniącej rolę rolę mediatora wobec swoich bliskich ?

Przede wszystkim należy skłonić obie strony, by powiedziały na głos i wprost, co jest dla nich ważne, czego nie mogą i nie chcą dłużej znosić, oraz jakie mają oczekiwania względem rozwoju sytuacji. Nie należy bać się długiego milczenia,  podpowiadać i żądać prawdy, nawet, a szczególnie wtedy gdy jest trudna i bolesna.  Wszelkie oskarżenia, jako niekonstruktywne, wygaszajmy. Oczekujmy konkretów.

Gdy konflikt jest bardzo zaogniony, osoba spokrewniona ma małe szanse na doprowadzenie do porozumienia, chyba że jest profesjonalistą w komunikacji międzyludzkiej. Jednak jako krewny jednej ze stron zawsze może narazić się na zarzut stronniczości. W takiej sytuacji najrozsądniej jest uzyskać dwie zgody na wzięcie udziału w sesji mediacyjnej z zawodowym mediatorem. Bez względu na to, co się dalej stanie można wtedy zachować dobre stosunki z obojgiem bliskich osób.

Ratowanie związku

Zdarza się, że w wyniku mediacji para podejmuje próbę ratowania związku. Mogłoby się wydawać, że na tym kończy się rola mediatora, a wszystko pozostaje w rękach dwojga ludzi.

Niektórym parom udaje się to intuicyjnie, lecz wiele osób doświadcza rozczarowania, poczucia straconego czasu i próżnych nadziei.

Tymczasem restauracja związku ma swoją nieubłaganą dynamikę. Decyzja powrotu do siebie podejmowana jest wśród silnych emocji i wielu wątpliwości. Zazwyczaj także wiele negatywnych wspomnień rzutuje na dzień teraźniejszy. Brak wiedzy o jej specyfice często tylko odsuwa w czasie ostateczny rozpad.

  • Pierwszym etapem jest „miesiąc miodowy”, w którym obie osoby są świadome tego, że ich związek dopiero co  był nad przepaścią i bardzo się starają.
  • Drugi etap charakteryzuje się stopniowym i często niezauważalnym powrotem reakcji i stylów zachowania, które doprowadziły do kryzysu. Dzieje się tak, gdyż pamięć tego, że wszystko wisiało na włosku zaczyna się zacierać, obecne funkcjonowanie wydaje się stabilne, a to osłabia czujność i staranie się zmniejsza. Stare schematy  wracają siłą przyzwyczajenia.
  • Trzeci etap to powolny powrót do stanu, w którym nastąpił kryzys i uświadamianie sobie, że odbudowa związku nie udała się.

Mediacja może pomóc ustalić plan oraz horyzont czasowy dzięki czemu łatwo będzie zweryfikować, czy próba przynosi oczekiwane rezultaty i co należy zrobić, by naprostować ewentualne odchylenia.

Ustalenia mogą dotyczyć zmian stylu życia lub zachowań, które doprowadziły do kryzysu.

Warto także rozważyć decyzję o podjęciu terapii małżeńskiej lub innej formy zajęć dla par.

Ustalenia są „kontraktem” akceptowanym przez obie strony, nie wywiązywanie się ze zobowiązań skutkuje podjęciem kroków, które także zostają ustalone w chwili podjęcia decyzji.

Dzięki takiej mediacji wiemy co musimy zrobić, jaki jest czas  próby i co stanie się po niej. Pozwala to uniknąć niedomówień, niezwerbalizowanych oczekiwań, a co za tym idzie , także silnych, destrukcyjnych emocji.

Kontrakt taki nie pozwala spocząć na laurach i pomaga pamiętać parze o tym, że od czasu próby zależy bardzo wiele .

Mediacja, a autorefleksja

Z mediacji  korzystają osoby, które mają poczucie, że wykorzystały już wszystkie znane sobie sposoby by zakończyć konflikt, w którym się znajdują.

Jest to dobry moment na osobiste refleksje na temat własnego życia i pewnych podsumowań. Przemyślenia, co jest ważne w moim życiu, czym jest dla mnie satysfakcjonujący związek, co czuję do partnera/ partnerki ułatwiają nie tylko mediację, ale i pomagają w odzyskaniu równowagi emocjonalnej.

Osoby czujące się chrześcijanami mogą w takich szczególnych momentach życia zadać sobie trzy pytania, które zaczerpnęłam z wywiadu z ks. Adamem Bonieckim z Tygodnika Powszechnego. Pytania te mają ścisły związek z przypowieścią o talentach z Ewangelii.

  • Jak wykorzystałem/łam pierwszy talent – istnienie: Jak istnieję, co jest w moim życiu najważniejsze, jakie wartości realizuję.
  • Jak korzystam z drugiego talentu- człowieka obok mnie: jaki jestem dla swoich bliskich i innych ludzi.
  • Jak korzystam z tego co zakopane w moim życiu, ze skarbnicy pamięci: jak i co z niego czerpię, co nie pozwala mi zrozumieć swojego teraz, co z mej przeszłości przeszkadza mi zmieniać swoją teraźniejszość w sposób konstruktywny.

W konflikcie uwaga w dużym stopniu skierowana jest na partnera, który jest traktowany jako przeciwnik. Tym samym autorefleksja, która jest podstawą do konstruktywnego przekształcenia konfliktu w dynamiczne porozumienie znajduje się na marginesie, lub nie ma jej w ogóle. Silne emocje z poczuciem, że ich przyczyną jest druga osoba sprawiają, że koncentrujemy się na zmianach zewnętrznych zaniedbując swoje wnętrze.

Czas kryzysu, choć tak trudny, jest dobrym momentem na przeprowadzenie osobistych rozrachunków ze swoim życiem. Pomoże to nie tylko w uzyskaniu dystansu i zrozumienia własnych emocji. W dłuższej perspektywie pozwoli zrozumieć partnera – przeciwnika oraz znaleźć i wprowadzić w życie procedury umożliwiające  porozumienie.

Publiczne rozwiązywanie konflkitów

Są programy telewizyjne „na żywo”,  w których biorą udział ludzie pozostający w trudnej relacji, podzieleni emocjami. Do refleksji nad tymi programami skłoniła mnie prośba redaktora jednego z nich. Poszukiwał osób w konflikcie, które zgodziłyby wystąpić w takim programie.

Jakie trzeba mieć podejście do konfliktu by pokazywać go milionom innych osób? Czego można się spodziewać po upublicznieniu swoich emocji? Czy udział w takim programie może pomóc w porozumieniu lub w prawdziwym wybaczeniu?

Być może „teatralność” takiego pokazu w telewizji, możliwość przedstawienia siebie w lepszym świetle daje złudne poczucie przewagi, posiadania racji. Czy jeśli przedstawię swój punkt widzenia na oczach tysięcy widzów, druga strona przyjmie go łatwiej? Przecież też będzie miała szansę wypowiedzi. Czy telewidzowie pomogą nam się porozumieć? Czy krótkie wypowiedzi zaproszonych ekspertów pomogą konstruktywnie załatwić sprawę?

W wielu przypadkach już sama decyzja, by wziąć udział w mediacji jest trudna. Zwrócenie się  do obcego człowieka z prośbą o pomoc w prywatnych problemach nie jest łatwe i wiąże się z determinacją i świadomością, że wszystkie inne metody już się wyczerpały.

Wartość takich spektakli można byłoby ocenić przeprowadzając wywiady z uczestnikami po kilku latach od programu. Obawiam się jednak, że nie byłyby one tak spektakularne jak program o konflikcie, a być może nawet nie optymistyczne.