Czy mediacja, którą proponuje Prezydent Andrzej Duda może przynieść pożądane efekty?

Ostatnie oświadczenie Prezydenta Andrzeja Dudy niesie propozycje mediacji „w sprawie” konfliktu dotyczącego wstępu dziennikarzy do Sejmu.

Warto przyjrzeć się temu oświadczeniu i przeanalizować czego dotyczy propozycja oraz jakie rozumienie procesu mediacji się z niej wyłania.

W moim przekonaniu wszelkie zmiany powinny być
wprowadzane po konsultacjach z przedstawicielami zainteresowanych
redakcji. Tak aby nie było nawet wrażenia, że możliwości relacjonowania
prac parlamentarnych są ograniczane.

Widać uznanie mediów i ich zdania na temat dostępu do polityków w Sejmie i Senacie.

Wyrażam jednocześnie głębokie ubolewanie, że sytuacja
ta została wykorzystana przez część opozycji jako pretekst do
zaburzenia wczorajszych obrad Sejmu. Byliśmy świadkami zachowań, które
trudno uznać za godne parlamentarzystów. Jestem przekonany, iż powstały
spór uda się jak najszybciej zakończyć.

Prezydent opozycję ocenia jako siłę szukającą tylko pretekstu do zaburzania prac Sejmu.

Z jakimi zatem siłami, czy tez stronami konfliktu Prezydent może mediować? Z większością parlamentarną, rządem oraz dziennikarzami i opozycją. O ile pierwsze dwie siły oceniane są pozytywnie, bądź neutralnie, o tyle opozycja już nie.

Czy jest możliwa bezstronna mediacja, jeśli jeszcze przed jej rozpoczęciem jedna ze stron oceniana jest w negatywny sposób? Raczej nie. Wygląda niestety, jakby Prezydent chciał uporządkować temat i czym prędzej zakończyć ten wyniszczający i źle świadczący o Polskiej demokracji spór. Nie ma to jednak nic wspólnego z mediacją.

Przed mediacją uznajemy, że każda ze stron ma prawo do własnych poglądów, oraz ma potrzeby, które mają prawo być zaspokojone, co najwyżej sposób w który te potrzeby są wyrażane jest nieekologiczny. Jeśli uważamy, że jedna ze stron postępuje w sposób niewłaściwy nie powinniśmy podejmować się mediacji.

 

Rozwód – stany psychiczne obojga małżonków

Rzadko która rozstająca się para podejmuje wspólnie decyzję o rozwodzie. Zazwyczaj to jedno z małżonków bądź partnerów czuje, że chce opuścić związek. Decyzja taka nie bierze się jednak z niczego. Prowadzi do niej ciąg stanów emocjonalnych, które zawsze wiążą się z problemem separacji, czyli rozdzielenia wspólnoty dwojga ludzi.

W pierwszym stadium kryzysu małżeńskiego dominuje zaprzeczanie kłopotom. „To minie, to się ułoży”, „Przecież się kochamy”, ” w naszej rodzinie nie ma rozwodów”- słowem, „uda nam się poukładać zagmatwane sprawy”. Jednak, choć czasem udaje się rozładować napiętą sytuację, jeśli głębsze problemy pozostają niezałatwione, frustracja rośnie i myśli o separacji powracają. Wtedy pojawia się faza obwiniania partnera: „gdyby była inna, wtedy wszystko byłoby w porządku”, „to przez niego”. Wtedy też dominuje żal i poczucie straty oraz bezradność w obliczu nierozwiązywalnych konfliktów.  Jednocześnie narasta poczucie winy „nie potrafię zbudować dobrego związku” i porażki „zmarnowałem/łam życie”.

Jeśli taki stan utrwali się w związku, pojawia się poczucie oddalenia od współmałżonka. Coraz mniej mnie rani ale też nic mnie nie cieszy w relacji z drugą stroną. Zaczyna się życie” obok”, co w konsekwencji może doprowadzić do decyzji o wyprowadzce,  separacji lub ostatecznie rozwodzie.

Powyższa sekwencja stanów emocjonalnych dotyczy także drugiego z rozstających się małżonków, tyle tylko, że on zacznie przechodzić je w momencie  otrzymania informacji o zakończeniu małżeństwa. Podczas kiedy jedno zaczyna już rekonstruować swoje życie w nowej sytuacji, drugie przeżywa kolejno zaprzeczenie „przecież możemy wszystko naprawić”, obwinia partnera „nie chce się ze mną dogadać”, czuje stratę, porażkę i ból, czyli wszystkie uczucia, z którymi partner zmagał się w przeszłości.

Właśnie z powodu takiego przesunięcia w czasie partnerzy nie są w stanie porozumieć się w ważnych życiowo kwestiach, np. co dalej z dziećmi.  Bywa, że musi minąć trochę czasu, aby obie strony znajdowały się w stanie pozwalającym na podjęcie rozmowy.

Związek nieformalny w mediacji

Mediacja jest dla osób, które chcą się dogadać, ale jakoś nie mogą się porozumieć. Okazuje się, że to sformułowanie może mieć różne aspekty. W przypadku rozwodzącego się małżeństwa z koniecznością ustalenia opieki nad dziećmi i podziału majątku wartość trwałego porozumienia jest oczywista. Na czym jednak miałoby polegać porozumienie w przypadku ludzi żyjących w nieformalnym związku, bez dzieci i wspólnych inwestycji? W końcu decyzja o tym czy być razem dalej czy się rozstać zależy tylko od samych zainteresowanych i tylko ich dotyczy.
Choć mogłoby się wydawać, że w tej sytuacji mediacja nie jest potrzebna, czasem zdarza się prośba u udział mediatorów w rozplątaniu takiego konfliktu i nie można jej odmówić.
Jeśli istnieje różnica zdań i obie strony są gotowe do kompromisu – można porozumienie wymediować, choć ma ono inny wymiar, niż porozumienie przygotowywane na potrzeby sprawy rozwodowej. Najczęściej dotyczy nowych zasad dalszego wspólnego pożycia, komunikacji, czasem udziału we wspólnej terapii dla par.
Jednak sesja mediacyjna może być pomocna także wtedy, gdy osoby żyjące od lat w nieformalnym związku nie mogą się dogadać co do dalszego bycia razem. Decyzja rozstania podjęta wspólnie podczas obecności mediatorów może ograniczyć emocje, pojawiające się w takich sytuacjach oraz ułatwić rozstanie w sposób “pozytywny“. Przecież oprócz tej trudnej decyzji związanej często z poczuciem porażki, a nawet klęski życiowej, można sobie powiedzieć, że choć rozstanie wydaje się być najlepszym w tej chwili rozwiązaniem, to nie wyklucza ono szacunku dla partnera i wspólnej przeszłości.

Jeśli to ty inicjujesz mediacje

Zazwyczaj mediacje inicjuje osoba, która podjęła już istotne decyzje dotyczące także innych członków rodziny. Jest ona zazwyczaj zaawansowana w procesie zmian, w który partner, a także reszta rodziny dopiero musi wejść.
Pomysł mediacji bierze się ze świadomości, że zmiany te należy przeprowadzić w sposób możliwie najspokojniejszy. Jednak to, co jest oczywiste dla jednej osoby, wcale nie musi takie być dla drugiej strony. Dlatego też mediator stara się uzyskać potwierdzenie gotowości do rozmów od wszystkich uczestników mediacji.
Inicjator mediacji będący najczęściej siłą napędową zmian w rodzinie działa najczęściej w przeświadczeniu, że racja leży po jego stronie. Z tym nastawieniem przychodzi na sesje mediacyjną, mając często oczekiwanie, że mediator podzieli jego stanowisko i wpłynie na drugą stronę, by zgodziła się na zmiany, bądź konkretne propozycje.
Tymczasem bezstronny z założenia mediator nie wspiera ani osób ani rozwiązań. Nawet zupełnie nieracjonalne z jego punktu widzenia porozumienie zaakceptowane przez obie strony jest lepsze, niż nakłonienie jednej ze stron by zgodziła się wbrew swoim głębokim odczuciom na coś, co mediatorowi wydaje się najodpowiedniejsze.
Dla trwałości porozumienia korzystniejsze jest dogłębne zrozumienie potrzeb i preferencji każdego z zainteresowanych i pomoc w poszukiwaniu rozwiązań akceptowanych przez wszystkich.

Dlatego też mediator zanim dojdzie do spotkania stara się uzyskać potwierdzenie także od drugiej strony, że ona także zgadza się na mediacje. Jeśli jedna ze stron czuje się zmuszona, zaszantarzowana, najprawdopodobniej sesja mediacyjna nie doprowadzi do wartościowych ustaleń, nie mówiąc już nawet o trwałym porozumieniu.

Czym jest BATNA i dlaczego jest ważna w mediacji

BATNA to angielski skrót oznaczający najlepszy sposób postępowania, który zabezpiecza interesy strony negocjującej bez porozumienia z drugą stroną.
Oznacza to, że przystępując do mediacji nie możemy liczyć na to, że mediator zapewni nam najlepsze z możliwych porozumienie. Sami musimy wiedzieć co chcemy osiągnąć i przede wszystkim co zrobimy, jeśli nie dojdzie do porozumienia. Wiedza taka powoduje, że dysponujemy pewną siłą w negocjacjach i nie musimy się zgadzać na propozycje, które w naszym rozumieniu dają nam mniej, niż nasza BATNA.
Dlaczego świadomość własnej BATNA jest tak ważna?

Świadomość własnych możliwości i oczekiwań daje szansę na trwałe porozumienie. Gdy jej nie mamy, zgadzamy się na rozwiązanie w poczuciu, że nic więcej nie możemy zrobić. Często po przemyśleniach dochodzimy jednak do wniosku, że są inne rozwiązania, korzystniejsze dla nas i zgodziliśmy się pochopnie. W tym momencie porozumienie załamuje się i rozmowy należałoby zaczynać od nowa. Niestety zazwyczaj w wtedy już na dogadanie się jest za późno.

Świadomość konsekwencji braku porozumienia i gotowość ich przyjęcia jest najskuteczniejszą bronią w negocjacjach.

Wiedza o własnej BATNA umożliwia zrozumienie tego, co może zrobić druga strona w przypadku braku porozumienia. Wiedza o tym co to dla nas znaczy jest nie do przecenienia podczas spotkań mediacyjnych.

Nie oczekujmy, że mediator “załatwi” nam najlepsze warunki. Wtedy wysiłek mediatora może pójść w stronę ułatwienia komunikacji, a nie tłumaczenia, że każda ze stron musi walczyć o swoje.
Jest to podstawowa rzecz, którą powinniśmy wiedzieć przed mediacjami.

Impas – proces komunikacji w ślepej uliczce

Zazwyczaj jakoś dogadujemy się z innymi ludźmi. Raz lepiej, raz gorzej, ale mało jest sytuacji, w których nie jesteśmy w stanie dojść  do porozumienia z drugim człowiekiem. Paradoksalnie największe prawdopodobieństwo takiego zahamowania komunikacji może mieć miejsce z bliską (lub kiedyś bliską) osobą. Zazwyczaj istotną rolę grają żale i zranienia z przeszłości, które nie zostały do końca wybaczone lub zadośćuczynione, a często nawet pozostają niewypowiedziane. Niestety erupcja trudnych emocji nie pomaga w zbudowaniu porozumienia.  Konflikt narasta, strony usztywniają swe stanowiska. W takiej sytuacji często następuje eskalacja: kłótnia, awantura, a wraz z nimi przemoc psychiczna bądź fizyczna.
Gdy nikt nie zamierza ustąpić oraz odwołuje się do przeszłych spraw, na które nic już nie można poradzić – mamy impas.

Silne emocje potrafią utrudnić komunikację nawet bardzo trzeźwo i racjonalnie myślącym osobom. Dzieje się tak także wtedy, gdy tylko jedna ze stron jest w silnych emocjach.
Przydaje się wtedy ktoś, kto nie jest związany z żadną ze stron, kto pomoże im usłyszeć się nawzajem i mimo dzielących ich uczuć, wrócić do rozmowy.

Choć mediator musi mieć naturalne predyspozycje do wspierania procesu komunikacji, dodatkowo uczony jest sposobów reakcji na impas w trakcie mediacji. Podobnie jak dostrzegania manipulacji, uwarunkowań prawnych, praktyki orzeczeń sądowych i wielu innych aspektów mających znaczenie w procesie mediacji.

Oddając konflikt pod opiekę mediatora można zaoszczędzić wiele czasu i nerwów.

Rozwód – zobacz w którym jesteś miejscu

Psychologia rozwodu jest nieubłagana. Każdy, komu rozpada się związek musi przejść przez te same fazy emocjonalne następujące po sobie bez względu na to, czy jest inicjatorem rozstania, czy nie. Gdyby obie osoby przechodziłyby je równocześnie – w tym samym momencie podejmowaliby podobne decyzje i konflikt około rozwodowy byłby o wiele łagodniejszy. Niestety na ogół każdy z partnerów jest na innym etapie myślenia o małżeństwie.

Rozwód można pod względem emocjonalnym podzielić na następujące fazy:

  • Dojrzewanie do decyzji
  • Zakończenie związku – separacja partnerów
  • Budowanie życia na nowo

Zrozumienie na którym etapie znajduje sie partner i my sami, może bardzo ułatwić komunikację, a dla mediacji jest kwestią kluczową.

Negocjator czy mediator

Czym negocjator różni się od mediatora?

Obie te funkcje służą rozwiązaniu konfliktu i osiągnięciu porozumienia. Jednak negocjator reprezentuje interesy którejś ze stron, natomiast mediator wspiera proces porozumienia między osobami, bądź organizacjami, które negocjują.

Zadaniem negocjatora jest uzyskanie dla reprezentowanej przez niego strony maksimum z tego, czego chce. Zadaniem mediatora jest doprowadzenie do trwałego porozumienia , którego warunki są w pełni akceptowane przez każdą ze stron.

Mediator pełni funkcję “męża zaufania” i nie opowiadając się za żadną ze stron może wesprzeć proces negocjacji tak, by uczestnicy mieli poczucie, że chociaż z czegoś zrezygnowali, jednak także coś uzyskali oraz, a może nawet przede wszystkim, każdy wie dlaczego tak zrobił.

Dlatego właśnie porozumienie może być trwałe, a jego ustalenia respektowane przez obie strony

Na koniec zestaw kilkunastu technik negocjacyjnych dających wyobrażenie jak przy pomocy sztuczek, manipulacji i umiejętności interpersonalnych niektórzy usiłują w negocjacjach uzyskać to co chcą nie biorąc pod uwagę tego, co ważne jest dla drugiej strony.

Rozwodzić się czy nie dla dobra dzieci?

Dla dzieci rozwód jest trzęsieniem ziemi. Dla wielu rodziców jest to powód wystarczający dla podtrzymania małżeństwa, w którym nie czują się dobrze. Inni twierdzą, że lepsza rodzina niepełna lub rekonstruowana niż nieszczęśliwa. Nie ma dobrej dla wszystkich i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co jest lepsze, lecz można przedstawić za i przeciw każdego z tych podejść.

Małżeństwo decydując się na podtrzymanie wspólnego życia ze względu na dzieci daje im, szczególnie gdy dzieci są małe, poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Ponieważ jest to główny cel, który spaja małżeństwo, często zdarza się, że po „wyfrunięciu dzieci z gniazda” pary te rozwodzą się. Bywa, że dzieci już jako dorosłe osoby tworząc własne związki, swoje cele i przyczyny zadowolenia lokują na zewnątrz siebie, w innych.

Rozwód, gdy dzieci są małe, powoduje poważne zaburzenie w postrzeganiu rodziny. Pozytywny sens nada mu się jedynie wtedy, kiedy pokażemy dzieciom pozytywny aspekt rozstania dorosłych. Jeżeli rodzice będą w stanie przekroczyć swoje urazy dla dobra dzieci, mogą nauczyć je, że nawet bardzo trudne emocjonalnie sytuacje da się przechodzić zachowując szacunek dla drugiego człowieka. Jest wtedy szansa, że dzieci w dorosłym życiu będą potrafiły wykorzystać konstruktywnie dramatyczne wydarzenia, którym będą musiały stawić czoła.

Zanim zdecydujesz się na rozwód

Nie ma chyba par, które nie przechodziłyby kryzysów. Niektórym udaje się przejść je zwycięsko, inne zaś nie znajdują porozumienia, a o nie załatwionych sprawach przestają rozmawiać. Dlatego niektóre kryzysy owocują scaleniem związku, a inne rozpadem małżeństwa. Subtelna różnica, od której to wszystko zależy, tkwi w komunikacji.

Gotowość do powiedzenia co jest dla mnie ważne i na co mogę się zgodzić, choć jest to dla mnie trudne, to klucz do konstruktywnego rozwiązania kryzysu nie tylko w małżeństwie.

Nie każdy jednak ma dużą otwartość i gotowość do mówienia o bolesnych sprawach, łatwiej bywa obrazić się, zamknąć się w sobie i oddalić się od bliskiej osoby.

Często w takich sytuacjach znajomi, lub rodzina starają się z lepszym, bądź gorszym skutkiem pomóc nam się dogadać.

Zawodowy mediator różni się od takiej osoby tym, że :

· Nie podostaje ze stronami w osobistych relacjach i pozostaje obiektywny

· Mediacje odbywają się na neutralnym gruncie

· Konieczne jest zapłacenie wynagrodzenia mediatorowi, więc nie ma tu miejsca na “dogadywanie się na siłę”

· Mediator ma doświadczenie narzędzia oraz sposoby na ułatwienie komunikacji i porozumienia

Dlatego , choć w Polsce nie jest to jeszcze tak popularne jak np za oceanem, para może udać się do mediatora, zanim jedno z nich podejmie decyzje o rozwodzie. Zresztą bywają także i takie sytuacje, gdzie złożenie pozwu nie wypływa z gotowości do odejścia, a jest raczej chęcią wstrząśnięcia współmałżonkiem i pokazaniem, że jeśli małżeństwo ma trwać nadal, coś w nim musi się zmienić.