Czy mediator ma rozumieć klienta?

Podczas sesji mediacyjnej zdarza mi się usłyszeć zarzut: ” Pani mnie nie rozumie”. Przy bliższym zbadaniu okazuje się najczęściej, że pod „zrozumieniem”  kryje się oczekiwanie Klienta, że mediator będzie reprezentował jego interesy. Tymczasem zrozumienie nie musi wcale oznaczać przyznania komuś racji, a tym bardziej podzielania stanowiska danej osoby.

Mechanizm „jak mnie zrozumiesz, to się ze mną zgodzisz” jest dosyć częstym zjawiskiem w relacjach międzyludzkich. Niestety, to, że ktoś rozumie potrzeby partnera nie znaczy, że jego własne potrzeby znikają ani nie stają się przez to mniej ważne.

uscisk-dloni

Dobre porozumienie polega na tym, że potrzeby wszystkich są  realizowane w sposób akceptowalny dla każdej ze stron.

Profilaktyka kryzysowa w związku

Osoby unikające konfrontacji w drobnych sprawach w związku mogą doczekać kumulacji frustracji. Wtedy następuje wybuch i kryzys. Związek się wypala, bo jednej ze stron wszystko pasuje, zaś druga „dla świętego spokoju”, „dla dobra dzieci” wytrzymywała kolejne trudności, aż miarka się przebrała.

Działania prewencyjne polegają na konsekwentnym stawianiu granic. Jest to szczególnie istotne na początkowym etapie związku, kiedy każdy stara się bardziej. Jeżeli wtedy każde z partnerów będzie wyraźnie mówiło o tym, co jest dla nich trudne we wspólnym funkcjonowaniu, będzie można to zmienić.

Z dwóch różnych sposobów funkcjonowania, para ma szansę zbudować jeden, wspólny i satysfakcjonujący dla obojga.

drzewo

 

 

Kiedy związku nie da się uratować?

Jedną z częstszych przyczyn poważnych kryzysów w związkach bywa pozornie pozytywna cecha jednego z partnerów, mianowicie łagodność. Pod określeniem „osoby łagodnej” rozumiem kogoś, kto dla dobra relacji nie decyduje się na  wyraźne postawienie granic, odpuszcza wiele, godzi się na niedogodności płynące z zachowań bliskiej osoby. Wybaczanie drobiazgów („bo to drobiazgi i nie warto o nie wojować”) i pozostawianie  sytuacji bez zmian, kojarzy mi się z wielką ciężarówką, która z łatwością pomieści ten drobny kamyczek, jakim jest np. rozrzucanie ubrań w nieładzie. „Łagodnym” szkoda również psuć nastroju kiedy partner w towarzystwie zwraca się o nich z lekceważeniem („to nic takiego, przecież w domu powiedział, że mnie kocha.”), ani wytaczać dział w sprawie informowania o planowanym spóźnieniu. Wielka ciężarówka pomieści wszystko. Czy aby na pewno?

Wieloletnie doświadczenie w pracy z parami pokazuje, że nawet najbardziej wytrzymała osoba ma jednak granice znoszenia tych, pozornie drobnych, nieprzyjemności. Nasze życie składa się z drobiazgów i kiedy uciążliwości jest zbyt wiele, poziom frustracji  grozi wybuchem. Ciężarówka się opróżnia.

volvo

Lawina pretensji o, drobne w końcu, sprawy zasypuje sprawcę  długoletniego nieraz, skrywanego niezadowolenia. Spod takiej góry bardzo trudno się wygrzebać. Nierzadko jest to niemożliwe, zwłaszcza, że kwestie często dotyczą wieloletnich zaszłości. W takim momencie jest już za późno na ratunkową terapię par.

Jak się przed tym bronić? Potrzebne są działania profilaktyczne.

 

 

 

 

 

 

Czy rozwój duchowy może pomóc w mediacjach?

Rozwój duchowy, o ile łączy się z pokorą (przyjmowaniem uwag, wątpliwości, zastrzeżeń) może wspierać proces mediacji. Przyzwolenie sobie i partnerowi na popełnianie błędów i gotowość wybaczenia są podstawą trwałego porozumienia.

Każdy z nas posiada ukryte przekonania, które wpływają na postrzeganie świata. Niestety, nie  wszystkie są konstruktywne. Wiele z nich to głęboko wdrukowane stereotypy o charakterze ogólnym oraz przekonania o swojej wiedzy na temat partnera, jego motywacji, intencjach i sposobie reagowania. To, co w procesie mediacji jest o tyleż cenne, co najtrudniejsze, to gotowość przyznania racji, gdy zarzuty wobec nas okazują się słuszne oraz zdolność do szczerych przeprosin za raniące słowa i czyny.

Zazwyczaj przeszkodą w uzyskaniu satysfakcjonującego porozumienia w mediacji jest koncentracja na własnych celach i nastawienie wygrana-przegrana. Patrzenie ponad własnymi zranieniami, potrzebami i wartościami jest tym owocem rozwoju duchowego, który sprzyja trwałemu porozumieniu. Niestety, nawet jeśli jeden z partnerów reprezentuje empatyczne podejście szanujące odmienność, do trwałego, satysfakcjonującego porozumienia potrzeba takiego nastawienia u obu stron.

 

Czy na mediacje może być za wcześnie?

Niektóre pary rozstają się za obopólną zgodą. Dzieje się tak zazwyczaj w związkach, w których poziom emocji jest niski lub proces odchodzenia od siebie zaszedł już daleko i decyzja rozstania jedynie porządkuje to, co i tak ma miejsce.

Takie pary dość łatwo się dogadują i nawet jeśli potrzebują mediacji, to potrafią wszystkie ważne kwestie omówić podczas jednej sesji.

Inaczej wygląda to w przypadku, gdy decyzję o odejściu podejmuje jedno z partnerów. Wtedy pojawiają się silne emocje, poczucie zranienia, niesprawiedliwości, a także, co zupełnie zrozumiałe, opór i chęć odwetu. Partner postawiony w sytuacji, w której nic już nie może zrobić, czuje złość i frustrację. Bardzo często w takim momencie strona zostawiana najbardziej chciałaby, by partner także poczuł się źle. Niestety, wtedy mediacja nie może pomóc.

Wszelkie ustalenia organizacyjne wymagają zgody i respektowania wspólnych ustaleń.  Tymczasem zaraz po rozstaniu partner zostawiony często nie przyjmuje do wiadomości faktu, że związek się skończył. Proces uświadamiania i akceptacji trwa i nie można go przyspieszyć. Bywa, że osoby w takim stanie pragną jak najszybciej uporządkować wspólne sprawy i podejmują szybkie decyzje, które po ochłonięciu okazują się być nie do zaakceptowania. Porozumienie mediacyjne powinno być trwałe. Dlatego czasem lepiej jest korzystać z pomocy mediatorów gdy pierwszy szok minie, a wszystkie konsekwencje nowej sytuacji są bardziej uświadomione.

Gdy po rozstaniu matka z córką wraca do rodziców

Dorosła kobieta, która po rozstaniu zostaje sama z dzieckiem, często narażona jest na obniżenie poziomu życia. Temu, czym do tej pory zajmowała się para, teraz musi sprostać jedna osoba. Życiowe wyzwania czyli konieczność utrzymania siebie i (w zależności od ustaleń z byłym partnerem) dziecka, praca i jednoczesna opieka nad dzieckiem lub dziećmi spadają na barki osoby, która  w tym samym czasie musi poradzić sobie z dramatem rozstania i nierzadko burzliwego rozwodu.

W trudnych chwilach chętnie korzystamy z pomocy bliskich. Jeśli rodzice posiadają możliwości mieszkaniowe, samotna kobieta z dzieckiem lub dziećmi często powraca do swego domu rodzinnego. To rozwiązanie może za jednym zamachem załatwić kilka problemów:

  • zapewnia darmową i godną zaufania opiekę nad dzieckiem
  • daje bezpłatne mieszkanie
  • niesie wsparcie emocjonalne i finansowe.

Taka decyzja, z pozoru idealna i wspierana przez dziadków „odzyskujących” córkę i wnuczki na stałe, niestety może mieć także negatywne skutki.

Porażka w związku, utrata niezależności i samodzielności sprawia, że młoda kobieta cofa się do relacji rodzic – dziecko. Potrzebuje wsparcia, a rodzice chętnie jej go udzielają. Dziadkowie w tym czasie zazwyczaj przeżywają falę mobilizacji. Stają się niezbędni, ich rola w życiu córki gwałtownie rośnie.  „Odzyskują” swoje dziecko, a wraz nim zyskują kolejne, wnuka lub wnuki, przeżywając swoisty powrót do czasu, gdy byli rodzicami. Niejako automatycznie przejmują kontrolę i odpowiedzialność za córkę i jej dzieci.

Cały proces ulega znacznemu nasileniu, gdy córka decyduje się zamieszkać ze swoją samotną matką.

Ojciec dziecka, którego matka po rozstaniu zamieszkuje z rodzicami, często czuje się bezsilny wobec wpływu dziadków na swoją córkę lub syna. Ten wpływ  nierzadko rozciąga się na decyzje byłej partnerki, która mimowolnie przyjmuje punkt widzenia rodziców za swój. Razem potrafią tworzyć wspólny front, który przeciwstawia się ojcu, jego kontaktom z dzieckiem, jego koncepcjom wychowawczym, czy pomysłom spędzania wspólnego czasu.

Podporządkowanie rodzicom jest ceną, którą kobieta płaci za pomoc i wsparcie. Niestety, długotrwale mieszkanie  z dzieckiem  razem z rodzicami może mieć negatywny wpływ na podejmowanie przez nią niezależnych decyzji i samodzielne kształtowanie własnego życia.

Kontakty ojca z dzieckiem/dziećmi po rozwodzie/rozstaniu

„Tata od początku mało się dzieckiem interesował, nie wiem więc skąd to nagłe zainteresowanie. Fajnie, że się obudził, ale mam wiele wątpliwości, czy jego intencje są szczere, czy chce coś ugrać.”

Często ojcowie, którzy w wyniku intensywnej pracy zarobkowej spędzali z dzieckiem mniej czasu niż matka, po rozstaniu decydują się zrezygnować z  części obowiązków, by nie utracić kontaktu z dziećmi. Chcą z nimi spędzać znacznie więcej czasu rozumiejąc, że teraz relacja z synem czy córką zależy już tylko od ich zaangażowania.

Jeśli intencje ojca są szczere, proces będzie trwały, a dzieci na takim głębokim kontakcie mogą skorzystać więcej niż na pozornej obecności taty w rodzinie, w której brakuje prawdziwej więzi.

 

Po rozstaniu matka utrudnia kontakt z dzieckiem

Po rozwodzie lub rozstaniu dziecko najczęściej zostaje z matką. W wielu wypadkach niestety nie jest to koniec konfliktów pomiędzy rozstającymi się partnerami. Przeciwnie, pojawiają się  rozbieżności  na tle  wartości, wychowania i priorytetów.

Ponieważ zamieszkiwanie dziecka z matką daje jej niewątpliwie większy wpływ, zazwyczaj uważa ona, że tym samym ma prawo oczekiwać, a nawet wymagać by ojciec akceptował i stosował się do tego, co ona rozpoznaje jako ważne.

Jeśli jest możliwa dyskusja i wspólne planowanie, można ustalać szczegóły w indywidualnych rozmowach lub podczas mediacji rodzinnych. Jeśli jednak rodziców dzieli poczucie skrzywdzenia, wykorzystania, oszukania, ojciec ma do wyboru dwa podejścia:

  1. Nie zwracanie uwagi na to, co jest istotne dla matki i realizowanie własnej strategii. Efekt: eskalacja konfliktu oraz świadome, bądź nieświadome utrudnienia ze strony matki.
  2. Zwracanie uwagi na to, co matka zgłasza jako istotne i dbanie, by te elementy, które nie wymagają od ojca zmiany światopoglądu, pojawiły się w relacji matka-dziecko-ojciec. Efekt: matka może czuć się choć częściowo uspokojona, a ilość punktów zapalnych maleje.

W odpowiedzi na pytanie:

„Czego oczekują matki, a co ojcowie mogą robić by zminimalizować ilość sytuacji konfliktogennych?”

przytoczę kilka konkretnych wypowiedzi, które pokazują, na co matki zwracają uwagę:

„Mamy wspólne dziecko, ale nie mamy wspólnego życia. Nie będę spowiadała się z wyjazdu na wakacje.”

„Przyjeżdża bez lizaka, nie pamięta o urodzinach, imieninach, nie potrafi wysłać smsa, że się spóźni.”

„Nie chcę, żeby traktował córkę jako kartę przetargową.”

„Teściowa stwierdziła, że zniszczyłam mu życie, nigdy mnie nie zaakceptuje. Nie chcę, by córka idąc do ojca spędzała czas głównie z nią, bo on nie ma czasu.”

„Nie zgadzam się na długie wakacje beze mnie, jeśli dziecko ma być przerzucane od osoby do osoby, bo ojciec nie ma urlopu. Jeśli ma dwa tygodnie urlopu, niech weźmie dziecko na ten czas.”

„Dałam mu dziecko na tydzień. Miał mnie codziennie informować o tym jak się czuje, nie zrobił tego.”

„Nie odpowiada na smsy z pytaniem, kiedy odprowadzi dziecko, a telefonów nie odbiera. Nie muszę przecież czekać cały czas w domu.”

„Mówiłam, że dziecko jest przeziębione, a on nawet nie założył szalika, ani czapeczki.”

Powyższe kwestie pokazują, że wiele oczekiwań jest stosunkowo łatwych do zrealizowania. Informacje o ustalonych porach w postaci smsów i telefonów, spędzanie z dzieckiem czasu, który nie jest dzielony między pracę i inne „zastępniki”, pamiętanie o okazjach i uwzględnianie sposobu ubierania (szczególnie w sytuacjach zagrożenia zdrowia) , w czym matka czuje się ekspertem.

 

„Mam nadzieję, że dzięki mediacji uda się osiągnąć konsensus”

Takie podejście to doskonały start do mediacji. Niestety, częstokroć, mimo deklarowanej potrzeby konsensusu, porozumienie jest niemożliwe. Dlaczego tak się dzieje? Deklaracje werbalne nie zawsze są tym, czym w pierwszej chwili się wydają.

Mediacje rodzinne to nie arbitraż ani sąd. Nie są po to, by przekonać jedną ze stron, że druga ma rację. Mediacje mają sens jedynie wtedy, gdy obie strony są gotowe do wyrażenia i  usłyszenia potrzeb wszystkich oraz decydują się na poszukiwanie form, w których te potrzeby mogą zostać zrealizowane. Niestety, zdarzają się sytuacje, w których „konsensus” przy bliższym oglądzie okazuje się oczekiwaniem zaakceptowania sztywnych warunków.

Może dziać się tak np. w sytuacjach, gdy dotąd jedna ze stron godziła się na oczekiwania drugiej niemal bez oporu. Inną przyczyną może być sytuacja, w której dana osoba ma wyraźną przewagę i nie zależy jej na istotnym ustępstwie drugiej strony. Jeśli tylko jedna strona potrzebuje uzyskania porozumienia, druga zaś jest zadowolona z istniejącego stanu i ma przekonanie, że nic nie zagraża status quo – konsensus nie jest możliwy. Pierwszym sygnałem, który może świadczyć o takiej sytuacji, jest brak gotowości uczestniczenia w finansowaniu mediacji, jeśli poziom dochodów tego nie tłumaczy.

W takich sytuacjach mediacja rodzinna przestaje mieć sens. Oznacza także, że osoba inicjująca mediacje źle rozpoznała swoją BATNA`ę, lub też dotąd myślała życzeniowo nie przygotowując się do negocjacji, licząc na mądrość, wyrozumiałość, gotowość współdziałania, co niestety w przypadku związków, które się rozstały nie zawsze ma miejsce.

Mediatorzy dbają o równowagę, wspierają proces komunikacji oraz zwracają uwagę na potrzeby, lecz nie są w stanie rozpoznać tych potrzeb za kogoś. Mogą pomóc, jednak każdy dorosły sam jest odpowiedzialny za swoje priorytety i wybory. Zaś szukanie sposobów nacisku na drugą stronę prowadzi wyłącznie do konfrontacji i mediatorzy nie mają tu nic do roboty.

 

Jakie słowa ze strony męża powinny wzbudzić w żonie sygnał alarmowy?

Jesteś stara, gruba. Ty nieuku. Jesteś głąbem. Nie dbasz o siebie

Jeśli kobieta nie reaguje na takie słowa natychmiast, lecz się na nie zgadza – tym samym zgadza się na powolne umieranie związku. Stopniowo to, co łączyło partnerów zostanie zniszczone przez brak szacunku. Niestety, moment ostatecznej agonii nie jest cichym westchnieniem, lecz  wybuchem wulkanu. Kobieta, stale umniejszana i deprecjonowana, odczuwa narastający deficyt: miłości, uwagi, szacunku. W końcu jej frustracja jest tak duża, że staje się nie do zniesienia. Eksplodują tłumione przez lata żale. Mężczyzna przyzwyczajony do uległości małżonki, a nierzadko także dzieci, nie może zrozumieć, co się właściwie stało. Nie chce też pogodzić się z perspektywą rozwodu. Padają wtedy stwierdzenia:

Jak śmiałaś złożyć ten pozew bez konsultacji ze mną?

Jak będziesz grzeczna, wtedy dostaniesz ode mnie alimenty.

Kobieta chce się tylko uwolnić, tymczasem urażona męska duma pragnie odwetu. Walczy o majątek, o dzieci, o znajomych. Wykorzystuje rodzinę, przyjaciół, specjalistów, instytucje. Cierpią wszyscy lecz w rozwodzie, gdy między rodzicami trwa walka, dzieci cierpią najbardziej. Często właśnie one stają się polem walki między rodzicami.